Przeskocz do treści

Dzisiaj w Kościele słyszę wezwanie: porozmawiajmy o Bogu, wierze, Kościele… Papież Franciszek zaprasza wszystkich wierzących do rozmowy o miłości, rodzinie, Kościele, wierze, relacji człowieka z Panem Bogiem, o realizacji swojego powołania. Szczególnym zaproszeniem do rozmowy, które dotyczy każdego z nas jest zwołany przez papieża „Synod o synodalności” pod hasłem: komunia, uczestnictwo, misja. Podstawowe pytania to: Jak postrzegam Kościół katolicki (mój parafialny, lokalny, wspólnotowy)? Co uważam w tym Kościele za szczególną wartość, a co za szczególną słabość? W jaki sposób, na miarę naszych możliwości, możemy te rozeznane słabości przezwyciężać? Oto poniżej moje przemyślenia.

Ja, mając już przeżytych 75 lat, będąc we wspólnocie Kościoła i osobiście śledząc na bieżąco sytuację w Kościele, mogę stwierdzić, szczególnie w moim lokalnym, że wśród parafian wraca zanik żywej wiary. Wyraźnie widoczna jest wiara infantylna oparta na poziomie pierwszej komunii świętej. Wyraźnie widzę spadek przystępowania do sakramentów św. szczególnie uczestniczenie w Eucharystii. Sakrament małżeństwa jest już uważany tylko jako element dekoracyjny(zrobienie filmu, zdjęć) lub już całkowicie niepotrzebny. Wielu młodych żyje w związkach niesakramentalnych. Toczy się dyskusja w Kościele o związkach jednopłciowych i dostosowaniu się Kościoła do sytuacji w świecie.

Początki tych zjawisk widoczne były już przed ponad 60 laty. A były to zjawiska zdefiniowane jako desakralizacja, dechrystianizacja i kryzys wiary. Stąd Bóg – Duch Święty podpowiedział ówczesnemu papieżowi Janowi XXIII pochylenie się nad problemami nękającymi Kościół katolicki poprzez zwołanie Soboru Watykańskiego II (1962-65). Dzisiaj już na pewno wiem, że postanowienia Soboru Watykańskiego II są mało znane wśród parafian, mimo że upłynęło około 60 lat od jego zwołania. Także i wśród młodych duszpasterzy. Brak jest powszechnej dyskusji a nawet ją się wycisza, co wniosły do Kościoła dokumenty soboru. Przypominam sobie, że sześć lat temu w dniu25 stycznia 2016r. wysłuchałem w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu debaty pod hasłem "Sobór Watykański II - pół wieku historii... i co dalej?".

Z zaciekawieniem przysłuchiwałem się wówczas powyższej debacie katolickich uczonych. Ks. prof. Skobel mówił, że największym dziedzictwem Soboru jest duch dialogu. Dialog między chrześcijański to zadanie, które sobór wyznaczył od samego początku. Natomiast prof. Tomasz Nakielski z "Civitas Christiana" sprecyzował, iż dialog ze światem ma być oparty na mówieniu prawdy, a nie na czułym zmienianiu pojęć tak, żeby nikogo nie urazić. Kontynuując dyskusję ks. prof. Skobel zaakcentował, by w dialogu z człowiekiem XXI wieku Kościół używał języka współczesnego. Jeśli tego nie będzie robił stanie się skarbcem, w którym chociaż będą cenne rzeczy, to jednak nikogo nie zainteresuje.

W dalszej części debaty metropolita wrocławski abp Józef Kupny podkreślił wagę soborowej eklezjologii oraz rolę teologów w Kościele. Teolog winien być na usługach wiary. Jeśli zapomina o tej służbie, może się pogubić i odejść od tego, co stanowi istotę naszej wiary. Mówił do zebranych tam w większości hierarchów także o konieczności odczytywania dzisiaj, na nowo dokumentów Soborowych aby wprowadzać je w autentyczne nie fikcyjne życie. Natomiast słyszę, że hierarchia chce słuchać Ludu Bożego i prosi o rady, by ze skostniałych struktur Kościoła stworzyć Kościół żywy. Czyżby dzisiejsza rzeczywistość nie spełniała oczekiwań ojców soborowych?

 Co tak naprawdę było przyczyną zwołania Soboru a jaka jest przyczyna zwołanego dzisiaj „Synodu o synodalności”? Jak wyglądała wówczas sytuacja Kościoła a jak wygląda dzisiaj? Na wielką skalę w Europie widoczny był wśród ochrzczonych zanik poczucia tego, co jest świętością. Postępowała szybka desakralizacja. Wiara była przeżywana na płaszczyźnie tradycji i religijności naturalnej opartej na lęku, gdzie Chrystus nie interesował już ludzi – zjawisko to, to dechrystianizacja. Wszechobecny był także rozdźwięk między życiem a wiarą katolików, ponieważ wśród ludzi zanikały znaki wiary. Postępował kryzys wiary. Myślę, że jeśli metropolita zachęcał wówczas do odczytywania dokumentów sprzed 50 lat, to czyż nie mamy do czynienia z zapalającym się ostrzegawczym światłem na dzisiejszą podobną sytuację w Kościele. W podejmowaniu prób spotkań synodalnych dostrzegam niepokój duszpasterzy wynikający ze zwiększającej się liczby osób żyjących od wielu lat bez sakramentu małżeństwa i wynikający z porzucenia praktyk religijnych przez te osoby. Swojej sytuacji życiowej nie uważają już za sprzeczną z zasadami życia chrześcijańskiego. Dalej proboszczowie zaniepokojeni są nieposyłaniem dzieci przez wielu rodziców na katechezę szkolną lub wypisywaniem dzieci z religii. Obserwuję również niewłaściwe zachowanie się dzieci i często dorosłych w świątyniach oraz stosunek rodziców do pierwszej Komunii Świętej własnych dzieci, do sakramentu małżeństwa a także kapłaństwa i Eucharystii. Powyższa rzeczywistość zatacza coraz szersze kręgi i nie jest obca nawet w mojej rodzinie. Czyż nie są to zjawiska takie jak przed Soborem Watykańskim II i czyż nie nasilają się?

Moim zdaniem nie trzeba tworzyć nowych zasad i form działania Kościoła. Trzeba tylko wrócić do dokumentów soborowych. Gremium kardynałów podczas Soboru Watykańskiego II dało Kościołowi narzędzia do uzdrowienia sytuacji w Kościele. W skrócie przedstawiłbym to w ten sposób: na desakralizację Sobór odpowiedział odnowioną liturgią co powinno przełożyć się w parafiach na odkrywanie liturgii żywej, pełnej treści jako spotkania z Jezusem Chrystusem. Liturgia winna być przygotowywana przez wspólnoty parafialne, w których wielu winno być czynnie zaangażowanych. Taka liturgia żywa, stopniowo pozwoli każdemu wchodzić naturalnie w Kościół Jezusa Chrystusa. W obliczu dechrystianizacji, ponieważ w rzeczywistości nie byliśmy naprawdę katechizowani i mieliśmy teologię opartą głównie na dogmacie Odkupienia, Sobór odnowił ją wychodząc od rozważenia Misterium Paschalnego Jezusa. W duszpasterstwie parafialnym powinno przełożyć się to na katechumenat (na czas wtajemniczenia chrześcijańskiego), gdyż wielu z nas posiada wiarę infantylną, niedojrzałą. Wiarę, która jest pozostałością I-szej Komunii św. a nie jest wiarą wynikającą z odkrycia na nowo sakramentu chrztu św. Nasz chrzest odkryć można tylko poprzez poważny, wieloletni katechumenat. I wreszcie w obliczu kryzysu wiary Sobór określił się soborem ekumenicznym, ponieważ dostrzegł, że jedność jest czymś istotnym i podstawowym, by przepowiadać Jezusa Chrystusa. Ekumenizm jest wymogiem misji a podział chrześcijan utrudnia słuchanie Ewangelii - ludzie podziałem się gorszą. W terenie tj. w parafii niezbędnym jest więc powstanie autentycznej wspólnoty chrześcijańskiej (parafia ma być wspólnotą wspólnot), która w czytelny sposób dawałaby znaki wiary: znaki jedności i miłości w wymiarze krzyża.

Czy te procesy zachodzą w Kościele, w parafiach? Tak, zachodzą ale bardzo powoli. Stąd też zachodzi potrzeba otwarcia się duszpasterzy do wydobywania treści z dokumentów soborowych a także korzystania już z dokumentów utworzonych na ich podstawie (np. zatwierdzonych statutów istniejących rzeczywistości w Kościele katolickim). Powrót na nowo do nich, osobiście myślę, że pozwoli to z nową energią duszpasterzom w jedności z wiernymi w parafiach wdrażać postanowienia Soboru a Duch Święty będzie dobrym inicjatywom zawsze towarzyszył. Zaowocuje to w przyszłości rozwojem życia chrześcijańskiego parafian opartego na Słowie Bożym, liturgii i wspólnocie a autentyczny wzrost wiary parafian widoczny będzie dla duszpasterzy, dla których proponuję przyjąć zasadę: z Wami jestem bratem a dla Was jestem prezbiterem.

Zbigniew Stachurski

Świat promuje "walentynki" - tymczasem świadomi katoliccy chrześcijanie w Europie a szczególnie w Polsce pamiętają, że 14 lutego to Święto św. Cyryla i św. Metodego - patronów Europy. O tym święcie przypomina nam Liturgia Godzin.

Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do człowieka przez proroków i przez różne wydarzenia w historii zbawienia. W czasach Starego Testamentu Bóg powoli oczyszczał człowieka i przygotowywał go do misji Swego Syna Jezusa Chrystusa, który po śmierci krzyżowej a następnie po swoim zmartwychwstaniu umacnia małą grupę wybranych, słabych i grzesznych ludzi Duchem Świętym. Idą oni z polecenia Chrystusa również do świata pogańskiego z przepowiadaniem Dobrej Nowiny. Tak tworzy On Kościół, który jest Jego ciałem, ciałem Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego.

Kościół pierwotny ukazuje się światu jako zbiór małych wspólnot chrześcijańskich, w których żyje Jezus przez Ducha Świętego. Bracia w tych wspólnotach dają mocne znaki wiary, co sprawia, że wielu pogan pragnąc żyć tak jak oni, po odpowiednim okresie wtajemniczenia w wiarę, włączani są do Kościoła przyjmując sakrament Chrztu Świętego. (Czy nie odczuwamy dzisiaj, że wielu w Kościele potrzebuje takiego wtajemniczenia chrześcijańskiego w wiarę?) Po trzech wiekach prześladowań Kościoła Bóg sprawił, że uzyskuje on (Kościół) aprobatę władz świeckich (rok 313). Następuje jego dynamiczny rozwój. Masowo całe grupy etniczne, dotychczas pogańskie, również w Europie, proszą o chrzest. Niezbędna staje się misja ewangelizacyjna ludzi Kościoła. Podejmuje się jej, pod wpływem działającego w Kościele Ducha Świętego, wielu chrześcijan szczególnie zakonników. Otrzymywali oni, za pośrednictwem przełożonych, zgodę na porzucenie dotychczasowego sposobu życia w klasztorach i rozpoczęcia pracy ewangelizacyjnej wśród pogańskich bądź skażonych herezją narodów. Przed takim wyzwaniem w IX wieku po narodzeniu Chrystusa stanęli także dwaj bracia – zakonnicy Cyryl i Metody. Ich misja, prowadzona w trudnych warunkach i napotykająca przeszkody wynikające z ludzkich słabości, stała się dla następnych pokoleń przykładem poświęcenia dla Ewangelii. Słowianie wschodni zawdzięczają działalności obu misjonarzy stworzenie podstaw późniejszego rozwoju języka i kultur narodowych. Dzisiaj konieczna jest taka misja nas wielu w swoich środowiskach, nas, którzy świadomie przyjęliśmy sakramenty inicjacji chrześcijańskiej: chrzest, bierzmowanie i Eucharystię i przeżyliśmy prawdziwe spotkanie ze zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem. Potrzebne jest tylko nam oficjalne posłanie przez Kościół...podobnie jak ci dwaj zakonnicy otrzymali zgodę za pośrednictwem swoich przełożonych.

W przekazach historycznych o ewangelizowaniu Europy znajdujemy również wątek polski. Jeden z żywotów św. Metodego, tzw. Legenda Panońska, wspomina o proroczym ostrzeżeniu, jakie święty skierował do pogańskiego księcia Wiślan – „silnego wielce” – który szkodził chrześcijanom: Mówił Metody do księcia: – Dobrze by ci było, synu, ochrzcić się dobrowolnie na ziemi swojej, abyś wzięty do niewoli nie był i przymuszony do chrztu na ziemi cudzej. I wspomnisz mnie wtedy. Według podania zapowiedź się spełniła. Niestety, nie znamy szczegółów tych wydarzeń.

Cyryl i Metody uznani są za świętych – choć nigdy nie byli formalnie kanonizowani – zarówno w tradycji łacińskiej, jak i greckiej. Papież, Święty Jan Paweł II, 31 grudnia 1980 r. ogłosił obu braci, obok św. Benedykta z Nursji, współpatronami Europy. Ich święto liturgiczne przypadające 14 lutego obchodzą świadomi katoliccy chrześcijanie. Świat natomiast proponuje „walentynki”.

Zbigniew Stachurski

"Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książe Pokoju" [Iz 9,1.5]





Wszystkim odwiedzającym tę stronę życzę Błogosławionych Świąt i Nowego Roku 2022 by przyjście naszego Pana Jezusa Chrystusa uczyniło Wasze życie nowym...

Zbigniew Stachurski

Adwentem weszliśmy w nowy roku liturgiczny. Chcemy kontynuować program duszpasterski przypadający na lata 2019-2022, w centrum którego jest Eucharystia. W tym roku hasło programu brzmi: „Posłani w pokoju Chrystusa”. Dlaczego „posłani”? Bo widoczny jest postępujący w Kościele kryzys wiary. Wielu ludzi nie widzi już wśród nas, katolików, znaków wiary. Znaków jedności i miłości. Miłości, która sprawia nam dyskomfort, która niejednokrotnie sprawia nam cierpienie, ból (nadstawienie drugiego policzka, udzielenie bezwarunkowego przebaczenia, nie osądzania, dzielenia się dobrami itp.). Bez znaków wiary, bez świadectwa życia chrześcijańskiego nie można przekazywać wiary i co więcej, bez własnego świadectwa wiary nie mogę mówić innym o Jezusie Chrystusie, ponieważ nikt nie chce tego słuchać.

Gdzie są więc ci chrześcijanie (ludzie ochrzczeni), którzy oddają życie za nieprzyjaciół, którzy nie opierają się złu, którzy są tym żyjącym Chrystusem biorącym na siebie ludzkie grzechy? Gdzie są ci, którzy przepowiadają przebaczenie Jezusa Chrystusa nie tylko słowami ale biorą grzechy innych na siebie i umierają na wzór Jezusa Chrystusa pokazując w ten sposób, że miłość Boża jest większa od tych grzechów i jest większa od śmierci? Odpowiedź jest prosta: Są wśród nas, ale nie widać ich powszechnego świadectwa w naszych rodzinach, w urzędach, w pracy, na ulicy. Generalnie ludzie ochrzczeni boją się, w odróżnieniu od wyznawców innych religii, żyć publicznie życiem wiary. Ja to zjawisko określam jako bojaźń człowieka przed śmiercią. Człowiek nie chce umierać z powodu publicznego przyznania się do Jezusa Chrystusa, do życia wg nauki Jezusa Chrystusa, do życia chrześcijańskiego.

A co to znaczy żyć życiem chrześcijańskim? Znaczy to, że żyję w oparciu o Słowo Boże i liturgię we wspólnocie z innymi. Z własnego doświadczenia wiem, że ten Boży „trójnóg” pomaga mi w codziennym życiu. Ale, gdy przypatruję się własnemu otoczeniu, widzę ilu z nas parafian czyta i rozważa systematycznie Słowo Boże we wspólnocie rodzinnej, parafialnej… a ilu uczestniczy w liturgii niedzielnej? Odpowiedź dają statystyki wynikające z liczenia wiernych uczestniczących w niedzielnych Eucharystiach i przystępujących do Komunii Św.

Na tą sytuację Kościoła, na tą bardzo poważną rzeczywistość, w której wielu z nas straciło już sens Boga, w której tylu ludzi, także spośród nas ochrzczonych, czuje i widzi rozbieżność między deklarowaną wiarą a życiem (ku wielkiemu zgorszeniu młodych), kolejni papieże Jan Paweł II, Benedykt XVI a także Franciszek zabierali głos o potrzebie reewangelizacji nas katolików. Słyszę często o nowej ewangelizacji, o konieczności powrotu do metod Kościoła pierwotnego, do autentycznego przepowiadania, do przepowiadania kerygmatycznego, do głoszenia kerygmatu*). Rozpoczęto dyskusję o sytuacji w Kościele – Synod. W tych okolicznościach przypominają mi się słowa św. Pawła, że „skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1Kor1,21). Z tego wynika, że trzeba więc wracać do zasadniczego zadania w Kościele to jest do przepowiadania. I nie jest to zadanie postawione tylko duchownym lecz każdemu członkowi Kościoła. Uzdalnia do tego każdego ochrzczonego autentyczne spotkanie się ze Zmartwychwstałym Jezusem.

Do takiego spotkania prowadzi przyjęty świadomie kerygmat. Bez przeżycia takiego spotkania nie jestem zdolny (bez zmuszania się, bez wysilania się) żyć autentycznym życiem chrześcijańskim, nie jestem również w stanie przekazać wiary swoim najbliższym w rodzinie a co dopiero tym, którzy dawno stracili więź z Bogiem. Kościół jest otwarty na działanie Ducha Świętego. Owocami Jego działania są między innymi powstające katolickie ruchy świeckich prowadzące do powstawania w parafiach małych wspólnot w łączności z prezbiterami, którzy będąc w jedności z braćmi – członkami tych wspólnot, służą tym wspólnotom. Dbają  o interpretację Słowa Bożego zgodnie z Nauką Kościoła oraz przewodniczą liturgiom. Na naszych oczach powstaje model parafii będący wspólnotą wspólnot. Celem takich wspólnot jest formacja nas, członków Kościoła, niezbędna do prowadzenia życia chrześcijańskiego w środowisku, w którym na co dzień żyjemy. Życia, jakiego dzisiaj nam wszystkim katolikom, bardzo brakuje.

Kolejny rok liturgiczny, który już się rozpoczął adwentem 28 listopada, wzywa nas hasłem „Posłani w pokoju Chrystusa” do niesienia przesłania, że Bóg z wielkiej miłości objawił się grzesznemu człowiekowi w Swoim Synu Jezusie Chrystusie. On to ofiarował się za każdego z nas grzesznika poprzez przyjęcie męki i śmierci krzyżowej. Nie zostawił jednak nas samemu sobie lecz zmartwychwstając daje każdemu z nas Swego Ducha. Ciągle pierwszy wychodzi do człowieka zapraszając mnie i ciebie każdego dnia do nawracania się, do zmiany niewłaściwego dotychczas życia.

 Czy wierzysz w to? Jeśli uwierzysz, to ta wiara zapewni ci Życie Wieczne. To zapewnienie, które przytoczyłem, usłyszałeś także na chrzcie św. i jest ono prawdą. A jeśli jest prawdą to nie lękam się umierania.

Nie byłoby tych zbawczych wydarzeń, bez Bożego Narodzenia, bez narodzenia się Jezusa Chrystusa z Maryi Dziewicy w Betlejem. Chrześcijanie czczą to wydarzenie obchodząc corocznie w kalendarzu liturgicznym dzień 25 grudnia jako Uroczystość Bożego Narodzenia. Aktualnie jeszcze trwamy w czasie oczekiwania na tą uroczystość.

 Niech moje wnętrze, szczególnie w tym czasie, otworzy się na działanie Ducha Świętego, który uzdolnia do uwierzenia w przyjście na ziemię Jezusa jako dzieciątka w Betlejem. Ale jest także drugie przyjście naszego Pana! Przyjście Jezusa Chrystusa przy końcu naszych czasów ale już jako sprawiedliwego sędziego. Adwent to czas radosnego oczekiwania na te dwa przyjścia a może na to trzecie, którym jest Jego osobiste przyjście do mnie.

Życzmy więc sobie w czasie jeszcze trwającego adwentu, radosnego czuwania na przyjście Pana. Wierzymy, że w tym wspólnotowym czuwaniu towarzyszy nam Maryja, Boża Rodzicielka, którą czcimy w czasie adwentu w Mszach roratnich.

Zbigniew Stachurski

_______________

*) kerygmat - w teologii chrześcijańskiej głoszenie Słowa Bożego, a w ujęciu biblijno-teologicznym pojęcie określa publiczne i uroczyste ogłaszanie dzieła zbawienia przez Boga i objawienia Go w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie. Proklamacja ta jest połączona z wezwaniem do nawrócenia i chrztu.  Dla ochrzczonych jako niemowlęta do świadomego przyjęcia wartości wynikających z przyjętego chrztu.

Piłat zapytał: "Czy Ty jesteś Królem żydowskim?" Jezus odpowiedział mu: "Tak, Ja Nim jestem". [Łk23,3]

Ostatnią niedzielę roku liturgicznego przeżywaliśmy uroczyście, gdyż w tą niedzielę przypada Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Jeśli jest Król to istnieje także Jego królestwo. Jest nim Królestwo Boże.

Królestwo to tworzą chrześcijanie. Jeśli naprawdę uwierzyli, że Bóg z wielkiej miłości do każdego człowieka posłał na Ziemię swego Syna – Jezusa Chrystusa, który poprzez swoją mękę, śmierć a następnie zmartwychwstanie odkupił ludzkość, są szczęśliwi, radośni i zadowoleni niezależnie od tego co się wokół nich dzieje. Zawsze są gotowi do dawania odpowiedzi Bogu, który im się objawia i udziela, i który przynosi każdemu z nich obfite światło na poszukiwanie ostatecznego sensu życia. Dla nich śmierć nie istnieje. Przykładów jest wiele: św. Maksymilian Kolbe, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, św. Jan Paweł II - to ci najbardziej znani. Są i inni, którzy żyją życiem chrześcijańskim, życiem, gdzie miłość do nieprzyjaciół i jedność z innym są wyznacznikami ich życia. Nie są oni wymieniani na pierwszych stronach gazet i portali internetowych.

Jest prawdą, że światem rządzi pieniądz (mamona), a świat to ludzie, którzy także idą już na skróty, idą na łatwiznę nie podejmując żadnego wysiłku w kierunku odpowiedzi na dyskretne wołanie Boga, by budować swoje królestwo, swój dom (swoje życie) na skale (na Jezusie Chrystusie) a nie na piasku. W historii, królestwa budowane na piasku (na mamonie, na ideologii materializmu) dawno upadły a aktualnie budowane na ideologii liberalizmu i relatywizmu moralnego a także na ideologii gender na pewno upadną.

By wejść w chrześcijaństwo (tak na serio), nawet, gdy już zostałem ochrzczony, powinienem przejść okres wtajemniczenia, o którym coraz częściej słyszy się w środowiskach katolików. Wtajemniczenie rozpoczyna się zawsze od przyjęcia Jezusa Chrystusa jako swojego Pana podczas przepowiadanego kerygmatu. Pomocą jest zawsze świadectwo życia wspólnotowego w parafii, gdzie sprawowana jest liturgia oraz gdzie wspólnotowo jest proklamowane i rozważane Słowo Boże.

Brak właściwego "fundamentu" jest jedną z wad dotykającej wielu ludzi, która nie pozwala człowiekowi żyjącemu w ziemskim królestwie, znaleźć się w Królestwie Jezusa Chrystusa. Te dwa "królestwa" przenikają się nawzajem. Warto uzmysłowić sobie, że Królestwo Boże to królestwo prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju*). I takie królestwo każdy z nas winien najpierw budować we własnych sercach. A budowaniu nie powinny przeszkadzać instytucje państwowe  - w nich pracują w większości ludzie deklarujący się chrześcijanami.

Chrześcijaństwo prowadzące do Królestwa Bożego nie niszczone, nie wyśmiewane, nie wykpione, nie spychane do zakrystii, nie traktowane jak coś prywatnego u człowieka - przyczyni się do życia ludzi w/g Mądrości Bożej. Przyczyni się do właściwej oceny co jest dobrem a co złem i w rezultacie zawsze przyczyniać się będzie do wyborów właściwych ludzi do sprawowania każdej władzy. Ludzi, u których naczelną zasadą będzie kochać człowieka i jemu służyć. Bo królowanie to służba człowiekowi.

Zbigniew Stachurski

________________________________

*) O wymienionych tutaj przymiotach Królestwa Bożego mówi prefacja śpiewana podczas Mszy św. w Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata.

Subscribe to our newsletter!

Moment biologicznego zakończenia życia określamy śmiercią. Ale istnieje również stan określany tym samym słowem. Jest to śmierć ontologiczna (śmierć istnienia, śmierć bytu). Dlaczego boimy się śmierci. Jak uświadomić sobie, czym jest Życie Wieczne? Od czego ono zależy? Tekst poniższy jest moją próbą odpowiedzi na te pytania.

Listopad to czas szczególny w kalendarzu liturgicznym. Początek miesiąca to uroczystość Wszystkich Świętych. Kościół w tym dniu oddaje cześć tym wszystkim, którzy już weszli do chwały niebieskiej, a wiernym pielgrzymującym jeszcze na ziemi wskazuje drogę, która ma zaprowadzić ich do świętości. Przypomina również prawdę o naszej wspólnocie ze Świętymi otaczającymi nas opieką, którzy żyją życiem wiecznym. Utwierdza, że celem chrześcijanina jest osiągnięcie tego życia i to już tu na ziemi. Następnego dnia obchodzimy Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. W polskiej tradycji dzień ten jest nazywany Dniem Zadusznym. W tym czasie nasze myśli zwracają się ku zmarłym, którzy fizycznie zakończyli ziemskie pielgrzymowanie. Ten moment biologicznego zakończenia życia określamy śmiercią. Ale istnieje również stan określany tym samym słowem. Jest to śmierć ontologiczna (śmierć istnienia, śmierć bytu).

Na co dzień boję się każdej śmierci. Nie chcę cierpieć, nie chcę umierać. Chcę istnieć. Czynię więc wszystko, by zyskać szacunek innych, by odnosili się do mnie z respektem i by mnie kochali. Szukam szczęścia. Jestem gotów sprzedać duszę diabłu, byleby tylko zapewnić sobie istnienie. Szukam życia wszędzie: w pieniądzach, sławie, rozrywkach, alkoholu, w seksie, narkotykach itd. Kocham tylko do pewnego momentu, do granicy, której przekroczenie grozi mojemu „ja” czyli do momentu, w którym ten drugi zacznie mnie niszczyć. Najlepiej to widać w relacjach małżeńskich. Dlatego wiele małżeństw znajduje się dzisiaj w rozkładzie. W człowieku istnieje pragnienie czynienia dobra ale w obronie swojego istnienia wybiera zło, grzeszy. Popełniając grzech doświadcza śmierci. Samo więc stawianie wymagań człowiekowi, moralizowanie, mówienie, że ludzie muszę się kochać, nie zmieni go i jest stratą czasu. Lekarstwem jest dotarcie do źródła skąd wypływają złe uczynki czyli do serca człowieka i zniszczenie granic strachu przed śmiercią, które trzymają go w niewoli. Wtedy dopiero zobaczy się nowego człowieka zdolnego kochać swojego nieprzyjaciela, człowieka nadstawiającego drugi policzek do bicia, oddającego swój garnitur gdy zabiorą mu płaszcz itd.

Kiedy to się stanie? Kiedy usłyszę i przyjmę Dobrą Nowinę! Jaka jest ta nowina? Brzmi ona: Jezus Chrystus zniszczył te granice (więzy) śmierci i grzechu, które trzymają nas w niewoli. Zwyciężył pana śmierci czyli szatana, abyśmy mogli przekroczyć tą granicę, która nas oddziela od drugiego człowieka i byśmy mogli go kochać. Śmierć została zwyciężona w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Śmierci nie ma!

Gdzie tą nowinę słyszymy? W Kościele, we wspólnocie wiernych. Bo Jezus ciągle przychodzi w Słowie Bożym, w Eucharystii, w osobie biskupa, prezbitera. Przychodzi do każdego z nas i słowami Ewangelii woła, że „każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” [J11, 26]. Zatem potrzebna jest wiara. Wiara, o którą prosili moi rodzice przynosząc mnie jako dziecko do wspólnoty Kościoła katolickiego. Na pytanie prezbitera udzielającego chrztu: co daje ci wiara? - w moim imieniu, w obecności świadków, rodzice i chrzestni odpowiedzieli, że wiara daje mi Życie Wieczne. Tym samym zobowiązali się wiarę dziecka umacniać życiem chrześcijańskim w rodzinie, w szkole, w Kościele... Życie Wieczne to dla mnie stan, w którym śmierć nie istnieje. Przez wiarę mogę stan ten posiąść już tu podczas życia ziemskiego. Czy mam jako dzisiejszy rodzic pełną tego świadomość?

Dzisiaj w ojczyźnie, gdzie przodkowie nasi w roku 966 przyjęli chrzest, wyczuwa się wielki kryzys wiary wśród rodaków. Z niego wynika kryzys rodziny objawiający się unikaniem przez młodych ludzi sakramentu małżeństwa i życiem w związkach niesakramentalnych, wzrostem ilości rozwodów małżonków katolickich, wchodzeniem ich w kolejne związki, zgodą katolickich rodziców na wypisywanie się ich dzieci z lekcji religii oraz rozpoczynanie przez młodzież nieodpowiedzialnego współżycia seksualnego często za zgodą ich katolickich rodziców. Ogromnym problemem jest także antykoncepcja, aborcja i szukanie później rozwiązania bezpłodności w metodzie in vitro. Czy moje zobojętnienie na to, co się dzieje w ojczyźnie względem wiary nie przyczynia się do pogłębiania obu kryzysów?

Każdą złą sytuację można odwrócić wybierając dobro. Nie bójmy się zatem i nie wstydźmy się właściwych dla chrześcijanina postaw. Nie umierajmy ze strachu, że jestem chrześcijaninem. Jezus Chrystus poucza, że „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”[Łk 20,38]. Wielokrotnie woła na kartach Ewangelii „Nie lękajcie się!”, „Odwagi!”. Wołał także głosem świętego Jana Pawła II „Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi!”. Pamiętajmy o tych słowach naszego Mistrza z Nazaretu!

Zbigniew Stachurski

Dzień za dniem mija miesiąc październik. Spotykamy się w parafiach, odmawiamy codziennie różaniec. Przeżywaliśmy także w październiku w naszej archidiecezji uroczystość Świętej Jadwigi Śląskiej, której grób znajduje się w pobliskiej Trzebnicy. Jednocześnie ten dzień uroczysty jest pamiątką jednego z najważniejszych momentów w najnowszej historii Kościoła, a także Polski i Europy. W tym dniu 16 października 1978 r. kolegium kardynalskie wybrało na papieża naszego rodaka kardynała Karola Wojtyłę, który przyjął imię Jan Paweł II. Pontyfikat naszego papieża trwał 26 lat i 5 miesięcy a 27 kwietnia 2014 r. został oficjalnie uznanym Świętym Kościoła katolickiego. W dniu 22 października corocznie Kościół jako wspólnota, liturgicznie wspomina Jego osobę.

„Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi” – wzywał dziś już Święty Jan Paweł II w homilii podczas Mszy Świętej inaugurującej swój pontyfikat. Dla nas Polaków najistotniejszym momentem był braterski gest wykonany przez Karola Wojtyłę wobec Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego  – dziś już błogosławionego. Ten i inne gesty oraz otwartość nowego biskupa Rzymu od początku przyciągały do niego wiernych z całego globu. Symbolem stylu tego pontyfikatu jest liczba 104 pielgrzymek zagranicznych.

Wielokrotnie miałem okazję osobiście uczestniczyć w spotkaniach z papieżem Janem Pawłem II podczas Jego pielgrzymek: w roku 1995 w Skoczowie, w 1997 we Wrocławiu i w Paryżu oraz w 1999 w Gliwicach. Na szczególne i ciągle jakże aktualne dzisiaj jego przesłanie, zasługuje moje wspomnienie ze spotkania w Skoczowie.

W dzień po kanonizacji Jana Sarkandra w Ołomuńcu (Czechy), papież Jan Paweł II odwiedził Skoczów. Było to  22 maja 1995 roku. Wówczas mieszkałem z rodziną w Wodzisławiu Śl. oddalonym od Skoczowa o około 50 km. Wybraliśmy się razem z całą rodziną na to spotkanie. Pamiętam, że z miejsca postoju autobusu do miejsca spotkania na wzgórze Kaplicówka w Skoczowie szliśmy pieszo około 5 km. Warunki dojścia były nieciekawe. Padał deszcz i było mnóstwo błota. Pokonaliśmy te trudności i z radością przeżywaliśmy spotkanie z tak zacnym gościem z Watykanu.

Wizyta była niezwykła. Po ekumenicznym spotkaniu ze wspólnotą ewangelicko-augsburską w kościele Świętej Trójcy w Skoczowie papież przybył na wzgórze Kaplicówka. Tam u stóp postawionego w 1985 r., 22 metrowego, metalowego krzyża - przewodniczył uroczystej Mszy Świętej, która zgromadziła blisko 300 tys. wiernych. Podczas Eucharystii, w obecności przybyłych tam ówczesnego prezydenta RP L.Wałęsy i premiera RP J.Oleksego, papież wygłosił Słowo*). Mówił wówczas m.in.: „... że Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia!”

Wyjaśniał następnie, co to znaczy być człowiekiem sumienia. Oto kolejny fragment Jego przemówienia: „Być człowiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło, w myśl słów św. Pawła: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!" (Rz 12,21). Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia, to znaczy angażować się w budowanie królestwa Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych rodzinach, w społecznościach, w których żyjemy, i w całej Ojczyźnie; to znaczy także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć się o dobro wspólne, nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności: "Jeden drugiego brzemiona noście" (Ga 6,2). Pamiętam, że powiedziałem te słowa w Gdańsku podczas odwiedzin w 1987 r. na Zaspie. Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze!”

Dlatego, obserwując dzisiaj na co dzień działania ludzi polityki, ludzi pełniących różne funkcje społeczne oraz ludzi biznesu a mających przeogromny wpływ na naszą przyszłość, słowa, dziś Świętego Jana Pawła II wypowiadane wówczas gromkim głosem: „...pamiętajcie, iż zależy on(kształt życia społecznego - przyp. autora)przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek - jakie będzie jego sumienie.”warte są ciągłego przypominania.

Módlmy się zatem, nie tylko w październiku, słowami wypowiedzianymi przez Świętego Jana Pawła II a kończącymi ówczesną homilię "Przybądź, Duchu Święty (...). Przyjdź, Światłości sumień! (…) Obmyj, co nie święte, oschłym wlej zachętę. Rozgrzej serca twarde, prowadź zabłąkane (...)". Przyjdź, Światłości sumień!

Zbigniew Stachurski

__________________

*) Słowo można odsłuchać w całości w internecie pod adresem: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/katecheza-nauczanie-jana-pawla-ii-w-ojczyznie-23/