Przeskocz do treści

W katedrze wrocławskiej w niedzielę 17 października o 11.30 zostanie odprawiona Msza św., która zainauguruje prace synodu w archidiecezji. Wkrótce rozpocznie działalność sekretariat synodu, do którego każdy będzie mógł przekazać swoje opinie.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Krzyz.jpg

Nie ma człowieka, który by nie przeżywał w swoim życiu chwil trudnych. Są nimi między innymi kryzysy w rodzinie, złe układy z szefem w pracy, nieuleczalna choroba, narodzenie się dziecka niepełnosprawnego w rodzinie, brak porozumienia z dorastającą córką lub dorosłym synem, z bratem, siostrą, sprawowanie opieki nad rodzicami w podeszłym wieku i wiele innych, podobnych sytuacji. Dzisiaj także trwoga na skutek stanu pandemii. Te lub podobne sytuacje życiowe, chrześcijanin określa mianem krzyża. Są one jakby jarzmem nakładanym na człowieka, które jest czasami bardzo ciężkie. Wielokrotnie doświadczam tego, iż nie chcę nieść jarzma - krzyża. Często się buntuję i z tego powodu niejednokrotnie grzeszę.

Krzyż bowiem wpisany jest w życie człowieka! Krzyż, który z woli Stwórcy, może nieraz nieświadomie, niosę. Uciekając od krzyża nie daję świadectwa życia chrześcijańskiego. Chrześcijanin żyjąc na tym świecie winien godnie przejść swoją drogę krzyżową dźwigając krzyż.

Czym jest nauka krzyża? Doskonale wypełnił wolę Boga Ojca Jego Syn, Jezus Chrystus. Bez krzyża Chrystusowego nie byłoby zbawienia. Jezus nie był obojętny wobec naszych ludzkich słabości, grzechów. Wziął je na siebie umierając za nas jak najgorszy łotr i zdrajca będąc sam bez winy. Nie wołał z krzyża: dlaczego mnie męczycie, zabijacie? Milczał poddając się (niesprawiedliwemu) wyrokowi śmierci. Zrobił to z woli Boga Ojca jako Jego Syn, Bóg-Człowiek. Objawił światu prawdziwą Bożą ekonomię zbawienia, ukazując, jak można przerywać błędne koło zła w świecie – wziął całe zło człowieka na Siebie. Umierając, po trzech dniach ZMARTWYCHWSTAJE i daje nam, którzy wierzymy w Jego imię, Ducha Świętego. O tym powinienem zawsze pamiętać a szczególnie w dniu, gdy w kalendarzu liturgicznym przeżywam święto Podwyższenia Krzyża Świętego.

A jak Duch Święty się objawia w człowieku? Poprzez świadectwo wiary, poprzez znaki wiary widziane przez innych. Są nimi jedność i miłość w obliczu krzyża. Miłość pozbawiona strachu przed krzyżem, przed umieraniem. Wiara bowiem daje mi siłę do odważnego przeżywania sytuacji, które po ludzku mnie przerastają. Czy tak naprawdę wierzę w Boga Ojca, i Syna, i Ducha Świętego? Czy moja wiara uzdalnia mnie do podjęcia własnego krzyża? Jeśli wierzę, to zdaję sobie sprawę z tego, że Krzyż prowadzi do Zmartwychwstania – prowadzi do Życia Wiecznego już tu na ziemi tj. do życia wg Ducha Jezusa Chrystusa. A Duch Święty wyzwala we mnie moc do pokonania wszelkich trudności życiowych.

Krzyż w moim życiu, w życiu każdego chrześcijanina, jest Krzyżem Chwalebnym. O Nim przypomina mi co roku przeżywane święto Podwyższenia Krzyża Świętego (14 września).

Krzyż to także znak fizyczny identyfikujący chrześcijan. My chrześcijanie wieszamy krzyże–symbole w swoich mieszkaniach, szkołach, szpitalach. Stawiamy na chrześcijańskich grobach oraz tam, gdzie dotarło chrześcijaństwo. Tam, gdzie rozwinęła się cywilizacja łacińska, cywilizacja życia. Dzisiaj Krzyż jest znakiem sprzeciwu. Jest niewygodny dla niektórych o zdeprawowanym sumieniu. Stąd ludzie ci profanują nasz święty znak. Brońmy więc krzyża.

O tej konieczności przypominał nasz rodak Święty Jan Paweł II. W wygłoszonej w Zakopanem 6 czerwca 1997 r. homilii wołał: „…nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech KRZYŻ przypomina nam o miłości Boga do człowieka (...)”.

Zbigniew Stachurski

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?»  Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». [J2, 1-5]

 Powyższe słowa zacytowane z ewangelii św. Jana a wypowiedziane przez Matkę Bożą podczas wesela w Kanie Galilejskiej, w szczególny sposób kierują moją uwagę na Jezusa Chrystusa. Wypowiadając słowa do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie», Maryja rozciąga to polecenie na cały rodzaj ludzki. Także i mnie chrześcijanina zobowiązuje do słuchania Słowa, do słuchania i wypełniania tego, co mówi Jezus do mnie. Ona, Jego Matka jest również moją Matką.

Przynależąc natomiast do wielkiej wspólnoty chrześcijan, do Kościoła św., dostrzegam, jak wielką cześć i chwałę polski naród oddaje naszej Matce - Maryi. W roku 966,  Jezus Chrystus został zaproszony do naszej Ojczyzny. I zaproszona z Nim przybyła od razu Matka Jego. Przybyła i jest obecna wraz ze swym Synem, jak o tym mówią liczne świadectwa pierwszych wieków chrześcijaństwa w Polsce, a szczególnie pieśń Bogurodzica. Tradycją stało się, że w sposób szczególny przeżywamy każdego roku miesiące maj, sierpień i październik poświęcone Maryi. Wybudowano przez wieki liczne sanktuaria maryjne, do których zdążają co roku rzesze pielgrzymów. Na tej drodze Jasna Góra staje się  szczególnym miejscem, które ma wielkie znaczenie w dziejach Kościoła na naszej ziemi. W tym jasnogórskim sanktuarium króluje Matka Boża w swoim cudownym wizerunku, a 26 sierpnia Kościół liturgicznie obchodzi Jej uroczystość.

Ta uroczystość jest dzisiaj okazją do wspomnienia momentu w moim życiu, gdy nie mogąc poradzić sobie z własnym krzyżem i z kryzysami w mojej rodzinie zawierzyłem swoje życie Maryi. Od tego momentu, nie ma roku, bym nie stanął w pokorze, ze swoimi problemami i prośbami przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. W tym roku, mimo pandemii, pielgrzymowałem do Częstochowy, do Matki Bożej wraz z moim synem Marcinem. W dniu 11 lipca uczestniczyłem w XXX Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Przechodząc do Kaplicy Cudownego Obrazu MB Częstochowskiej zatrzymałem się w miejscu, gdzie na ścianie widniał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu, który napisał ks. kard. Stefan Wyszyński - prymas tysiąclecia, którego beatyfikację przeżywać będziemy już 12 września  w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Tekst został napisany czasie uwięzienia w Komańczy a Śluby zostały uroczyście złożone 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze przy udziale około miliona wiernych. Rotę Ślubów odczytał wówczas bp Michał Klepacz, pełniący obowiązki przewodniczącego Episkopatu Polski. Kardynał Wyszyński składał w tym czasie Śluby w miejscu swojego odosobnienia, w Komańczy, w łączności z Jasną Górą.  Na fotelu przeznaczonym dla prymasa Polski na Szczycie Jasnogórskim leżały wówczas biało-czerwone kwiaty. Był to szczególny czas prześladowania  Kościoła w Polsce.

Dla przypomnienia młodszemu pokoleniu, w dniu 26 sierpnia 2006 roku, w pięćdziesiątą rocznicę Ślubów Jasnogórskich, na Jasnej Górze zebrało się ponad 200 tysięcy wiernych, a tekst ślubów odczytał tym razem kardynał Józef Glemp. Śluby odnawiane były w każdej polskiej parafii.

Również ich odnowienie nastąpiło w tegorocznych obchodach uroczystości NMP Częstochowskiej w Częstochowie. Podczas sumy odpustowej sprawowanej na Jasnogórskich Wałach pielgrzymi ponowili Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego z 1956 roku. Akt Ślubów odczytał abp Wojciech Polak - prymas Polski.

Uczestnicząc w transmitowanej przez telewizję uroczystości, zwróciłem uwagę na fragment tekstu ślubowania: „Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym”.

 I na drugi fragment: „Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach królowanie Syna Twego Jezusa Chrystusa, bronić czci Imienia Bożego, wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii i miłości ku Tobie, strzec prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych. Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem i otoczyć czujną opieką rodzicielską”.

Polacy wówczas w 1956 roku i dzisiaj, głośno i na pewno szczerze wołali: „Królowo Polski, Przyrzekamy…!”.

Pamiętajmy więc, co jako naród przyrzekliśmy i wypełniajmy to w życiu codziennym

Zbigniew Stachurski

Podczas Mszy św. w Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, metropolita wrocławski, ks. abp Józef Kupny ustanowił nowych Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej.

https://www.facebook.com/media/set/?vanity=NiedzielaWroclawska&set=a.771735883492016

W dniu 19 czerwca odbyła się X Ogólnopolska Pielgrzymka Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej do Polskiego Loretto.

W homilii Biskup Romuald Kamiński zwrócił się do zebranych m.in. przypominając o wielkiej naszej roli w posłudze w naszym Kościele powszechnym:

Przyjaciele szafarze, krzątacie się w świątyni przy ołtarzu. Jakież to jest z jednej strony przepiękne, wielkie, a z drugiej zobowiązujące. W różny sposób, w różnych sytuacjach macie nieść Pana Jezusa, także Tego, który objawia się nam w Słowie i jest z nami w Eucharystii.

Można obejrzeć transmisję Mszy św. i wysłuchać całą homilię wygłoszoną przez Bpa Romualda podczas tej Eucharystii do zgromadzonych szafarzy i ich rodzin.

Weszliśmy w kalendarzu liturgicznym Kościoła w Okres zwykły. Wspominam niedawno przeżywaną tajemnicę Paschy i trwanie w radości okresu wielkanocnego . Trwając w radości zmartwychwstania Jezusa, przeżywałem uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego i uroczystość Zesłania Ducha Świętego a później Najświętszej Trójcy i Bożego Ciała. Każda z tych uroczystości w roku liturgicznym zasługuje na uwagę. Jednak Zesłanie Ducha Świętego nabrało szczególnego znaczenia w formowaniu się i w powstawaniu Kościoła powszechnego.

Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa apostołowie, którzy już wcześniej tworzyli małą wspólnotę, ukazani są jako ludzie wystraszeni, zaszczuci, pełni nieufności do swoich rodaków. Przebywali oni przeważnie razem zamykając się przed Żydami. Żydzi nie mogli się pogodzić z myślą, że są wśród nich ludzie uznający Jezusa za Syna Bożego, za osobę boską czyli za Boga, za Pana. Nie pomógł nawet fakt zmartwychwstania Jezusa oraz Jego ukazywanie się apostołom. Ale przyszedł zapowiadany moment zesłania Ducha Świętego, kiedy w miejscu, gdzie przebywali razem zaczęły dziać się rzeczy dziwne: szum jakby uderzenie gwałtownego wichru, ukazały się im też języki jakby z ognia, zaczęli także mówić obcymi językami. Po tym zjawisku Piotr odważył się wraz z innymi uczniami Chrystusa wyjść z zamkniętego pomieszczenia, z Wieczernika i publicznie przemówić do zgromadzonych w tym czasie ludzi. Wygłosił odważnie mowę o wydarzeniach zbawczych, których uczestnikiem był Jezus Chrystus. Było to pierwotne przepowiadanie, kerygmat. Dawał on również świadectwo spotkania Zmartwychwstałego i napominał zebranych. Wielu, co go słuchało, pod wpływem wygłaszanego z mocą Słowa, nawróciło się i dało się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa. Ci co zostali ochrzczeni jednoczyli się we wspólnotach i wspólnie wielbili Boga spotykając się na modlitwie i na łamaniu chleba. Początek temu dało zesłanie na wspólnotę apostołów Ducha Świętego.

W perspektywie czasu zaobserwować można było także, że wielu ludzi spoza wspólnot pragnęło przyłączyć się do nich. Niektórzy przyjmowali chrzest z całymi rodzinami. Bardzo ważnym był okres tzw. wtajemniczenia chrześcijańskiego, który był wówczas przeżywany obowiązkowo przed chrztem św. Tak rodził się Kościół. Posłani na cały świat przez Jezusa apostołowie głosząc Dobrą Nowinę szli do ówczesnych pogan. Nie zważali na trudności, prześladowania i głosili Słowo „w porę i nie w porę”. Wielu słuchających przyjmowało Słowo i tak w nich rodziła się wiara w moc zbawczą Boga objawionego w Jezusie Chrystusie. Duch Święty sprawiał, że powstawały coraz to nowe wspólnoty (gminy), które były zaczynem dzisiejszych parafii.

A jak jest współcześnie? Np. ja przyjąłem chrzest jako niemowlę. Był to najwspanialszy prezent od rodziców. Nie słyszałem wówczas ani pierwotnego przepowiadania Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie. Nie przeszedłem także katechumenatu, okresu specjalnego wtajemniczenia chrześcijańskiego. W życie chrześcijańskie wprowadzali mnie rodzice. Później wiedzę o Bogu przekazywali mi katecheci w szkole. Wiara oparta na wiedzy, nie pogłębiana, zatrzymała się u mnie na etapie pierwszej komunii, może bierzmowania. Przerodziło się to w całkowite odsunięcie się od Kościoła na długie lata. Moje życie chrześcijańskie, jak dzisiaj u wielu moich znajomych, ograniczało się tylko do zachowania tradycji. Dominował we mnie fałszywy wstyd przed publicznym wyznawaniem wiary, strach przed opinią kolegów z pracy i środowiska, w którym mieszkałem. Zanikła całkowicie bojaźń Boża. Na długie lata w moim życiu dominował grzech. Bóg jednak pierwszy odnalazł mnie. W chwilach wielkich kryzysów czułem wewnętrzne podpowiedzi, bym zaczął Go poszukiwać. Dzisiaj wiem, że był to głos Ducha Świętego. Początkowo przychodziłem na niedzielne Eucharystie. Później przyszedł czas uczestniczenia wspólnie z żoną w katechezach neokatechumenalnych. Zaowocowało to świadomym powrotem do Kościoła. Będąc w Kościele i będąc otwarty na działanie Ducha Świętego uwierzyłem, że może we mnie nastąpić przemiana. I tak się stało - Duch Święty uzdolnił mnie na co dzień żyć Słowem Bożym i Liturgią we Wspólnocie Kościoła. Trwa to już około 30 lat. Jestem pewien, że On udziela mi swoich darów: mądrości i rozumu, rady i męstwa, umiejętności, pobożności i bojaźni Bożej. Problem w tym, czy chcę z nich zawsze korzystać?

Takich osób jak ja w Kościele, jest wiele. Wielu przeszło już czas osobistego nawrócenia ale wielu oczekuje jeszcze na Ewangelię, na odkrycie Ducha Świętego. Po czym poznaję obecność Ducha Świętego? Po Jego owocach. Są nimi miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie. W wielu przypadkach jeszcze owoców tych wśród nas katolików nie widać. Stąd istnieje pilna, ciągła potrzeba radosnej ewangelizacji również i nas ochrzczonych.

Papież Franciszek w pierwszej swojej Adhortacji Apostolskiej Evangelii Gaudium (Radość Ewangelii), pisze m.in. Mam nadzieję, że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, aby podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są. Obecnie nie potrzeba nam „zwyczajnego administrowania”. Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w „permanentnym stanie misji”.

O powyższym przypomina nam także uroczystość Zesłania Ducha Świętego ukazując pierwszych apostołów ze św. Piotrem na czele, wychodzących odważnie z Wieczernika z misją daną im przez Chrystusa w dniu Swego wniebowstąpienia: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! [Mk 16,15].

Ta, zapoczątkowana Zesłaniem Ducha Świętego misja Kościoła, trwa i będzie trwała aż do skończenia świata.

Zbigniew Stachurski

W sobotę, 19 czerwca 2021 r., w sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w Loretto koło Wyszkowa (Diecezja Warszawsko-Praska), odbędzie się X Ogólnopolska Pielgrzymka Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej oraz ich duszpasterzy. Ze względu na ograniczenia sanitarne organizatorzy proszą, aby diecezjalny duszpasterz przybył do Loretto z delegacją maksymalnie 10 szafarzy z diecezji. Ostateczny termin zgłoszeń: do 11 czerwca br.

X Ogólnopolska PIELGRZYMKA NADZWYCZAJNYCH SZAFARZY Komunii Świętej - 2021

Pamiętamy czas związany z przeżytą Paschą, z Oktawą Wielkanocną oraz czas okresu wielkanocnego. Świętowaliśmy Wniebowstąpienie Pańskie a zbliżamy się do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego.

Poświęciliśmy pokarmy, zjedliśmy śniadanie wielkanocne, uczestniczyliśmy w nabożeństwach w kościele… Czujemy się dobrze ze spełnionego obowiązku. Ale jak to się ma do mojej wiary? Czy w czasie obchodzenia największego święta chrześcijańskiego zadałem sobie pytanie: czy mam wiarę? Czym jest wiara? Czy wiara jest we mnie czymś osobistym i żywym, czymś, co daje mi życie wieczne i wybawia mnie od śmierci, czy raczej przeżywam swoje chrześcijaństwo tylko tradycyjnie na płaszczyźnie religijności naturalnej?  Oto moja próba odpowiedzi na powyższe pytania.

Obserwując świat wokół mnie widzę wśród nas chrześcijan, rozdźwięk miedzy przeżywanym życiem a deklarowaną przynależnością do Kościoła. Usiłujemy żyć – o ile tylko jest to możliwe – bezproblemowo, a kiedy życie zaczyna się komplikować, układać źle, idziemy do świątyni modlić się. Zaczynamy posługiwać się Bogiem. Odzywa się w nas religijność naturalna – trwoga. Czasami jednak prawdą jest, że Jezus Chrystus może to wykorzystać, by pomóc komuś, kto prosi o ratunek.

Na co dzień jednak widoczne są nieadekwatne do zasad życia chrześcijańskiego zachowania się ludzi deklarujących się katolikami. Rozwody, częsty lub całkowity brak uczestnictwa w niedzielnych Eucharystiach, unikanie sakramentu małżeństwa i życie w związkach partnerskich, odkładanie chrztu dzieci „na później”, zgoda na wypisanie dzieci z nauki religii itp. W portalach społecznościowych prezentujemy się często w komentarzach jako przeciwnicy cywilizacji życia krytykując ludzi prezentujących wartości. Czytając prasę (w tym także katolicką) i obserwując media słyszę o spadku powołań do seminariów, o odejściach ze stanu kapłańskiego i innych nadużyciach wśród duchownych. Mówi się od wielu lat o istniejącym w Kościele katolickim kryzysie wiary.

Dlaczego naszą społeczność dotyka kryzys wiary? Bo tak naprawdę nie widzimy wśród nas znaków wiary. A są nimi miłość, która niejednokrotnie boli (miłość na wzór Jezusa Chrystusa) oraz prawdziwa a nie udawana jedność między wyznawcami Chrystusa. To jest bardzo ważne: nikt nie stanie się chrześcijaninem, jeżeli nie zobaczy innego - prawdziwego chrześcijanina. Nie może we mnie zaistnieć wiara w Jezusa Chrystusa, jeżeli nie spotkam dojrzałego chrześcijanina. Dlaczego? Bo Kościół jest Świątynią Boga, a Chrystus chciał tam spotkać ludzi. Jeżeli my jesteśmy Kościołem (Wspólnotą) a Kościół jest Świątynią Boga, to rozumiem, że ludzie mogą tam spotkać Jezusa Chrystusa tylko poprzez nas. Stąd widzę, że problem nie tkwi w tym, że chodzę do świątyni, że uczestniczę w różnych imprezach zabarwionych religijnie. Chrześcijaństwo to coś zupełnie innego - inną bowiem jest sprawą, gdy spotykam się z Chrystusem poprzez innego chrześcijanina. Nie chodzi tu tylko o wypełnianie rytów, uczestniczenie w akcjach charytatywnych i podobnych imprezach. Odkryć czym jest wiara, czym jest chrześcijaństwo to znaczy zostać wezwanym najpierw do słuchania przepowiadania, słuchania kerygmatu, słuchania Słowa Bożego. Wiara rodzi się ze słuchania. Ci, co już usłyszeli i przyjęli kerygmat, i żyją już życiem chrześcijańskim, zostali wezwani do dawania świadectwa wiary.

 Idźcie i głoście… to aktualne zawołanie dla każdego z nas chrześcijan. Jest to wskazówka dla każdego wierzącego. Co mamy robić, by inni zobaczyli w nas żywego Jezusa. Czy mam się wiele modlić? Muzułmanie bardzo wiele się modlą. Nie są jednak znakami Jezusa Chrystusa.

Czy mam być uczciwym pracownikiem? Znam wielu ateistów bardzo uczciwych, którzy z uczciwości i z pracy zrobili jakby religię. Oni też nie są znakami Jezusa Chrystusa.

Czy mam być bardzo sprawiedliwym i bronić ubogiego. Wielu komunistów i liberałów deklaruje swoją sprawiedliwość i pomoc ubogim lecz nie są również znakami Jezusa Chrystusa.

Chrześcijaństwo jest czymś więcej niż to. Chrześcijaństwo jest przede wszystkim Dobrą Nowiną: WYDARZENIEM. Chrześcijanin wierzy, że wszyscy zostaliśmy już osądzeni, i że sąd nad wszystkimi grzechami dokonał się w krzyżu Jezusa Chrystusa, który nam wszystkim daje przebaczenie. Jak głosić światu, żeby zdał sobie sprawę, że zapłatą za grzech jest śmierć a przebaczenie grzechów jest zmartwychwstaniem?

 I tutaj tkwi sedno sprawy: Jezus umarł zamiast mnie. Jeżeli ja jestem jak Chrystus (jestem chrześcijaninem), a Chrystus zmartwychwstał, to ja także zmartwychwstałem. Mnie przebaczono, więc jestem istotą żyjącą na zawsze. Nic mnie nie może zniszczyć - zabić. Mam Życie Wieczne. Wierzysz w to? Wierząc w tą prawdę, zawsze, gdy mnie spotka niesprawiedliwość, zdolny będę do przebaczania moim wrogom. Wówczas będę widzialnym znakiem Jezusa Chrystusa w dzisiejszym, przeżywającym kryzys wiary, świecie. I ten znak jest dzisiaj w dobie kryzysu wiary bardzo potrzebny.

Dochodzenie do takiej wiary, bym był znakiem – świadkiem wiary, to proces rozpoczynający się od usłyszenia i przyjęcia Dobrej Nowiny - Ewangelii - niezależnie od czasu otrzymanego sakramentu chrztu. Mogę być ochrzczonym a nie mieć wiary!

„Idźcie i głoście…” to zadanie a zarazem życzenie na całe świadome życie dla każdego chrześcijanina. Idźcie, to znaczy bądźcie w ciągłym ruchu (nie siedźcie wg słów papieża Franciszka na „kanapie”), podejmujcie inicjatywę. Natomiast głoście, znaczy, że nie tylko mamy głosić mową ale przede wszystkim świadectwem życia chrześcijańskiego.

Oby wielu z nas było gotowych wypełnić to zadanie.

Zbigniew Stachurski

Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja !!!

Uświadamiając sobie tą prawdę, że Bóg działa przez wybranych ludzi, zbliżamy się do daty, kiedy obchodzić będziemy kolejną rocznicę ogłoszenia świętymi dwóch wielkich ludzi. Są nimi byli papieże Jan XXIII (Angelo Giuseppe Roncalli) i Jan Paweł II (Karol Wojtyła). Nastąpiło to 27 kwietnia 2014 w Niedzielę Miłosierdzia w Watykanie za pontyfikatu obecnego papieża Franciszka. Obu Bóg powołał w dziejach Kościoła do wypełnienia Swojej misji.

Jan XXIII, jest mniej znany wśród dzisiejszej społeczności Kościoła, stąd kilka słów na temat jego pontyfikatu przypadającego na lata 1958 - 63. Obok naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, został on zapamiętany w sercach wiernych jako osoba o wielkim duchu, pełna miłości bliźniego i żywej wiary. Bóg, w określonej wówczas sytuacji Kościoła, natchnął ówczesnego papieża Jana XXIII, aby zwołał przełomowy Sobór Watykański II.

W jakiej sytuacji znajdował się wówczas Kościół? Kościół w zamyśle Bożym, to wspólnota, która rodzi się z Jezusem Chrystusem zmartwychwstałym. Jezus po zmartwychwstaniu ukazuje się apostołom i na nowo ich gromadzi. Później udziela im Ducha Świętego, który jest Jego Duchem. Duch sprawia, że apostołowie stają się jako nowe stworzenia. Czyni z nich Synów Bożych dając im naturę Boga. I tak powstaje wspólnota, która jest Ciałem Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego. Ta wspólnota staje się zaczynem, światłem dla powstających podobnych wspólnot. Powstaje Kościół pierwotny.

Kościół pierwotny ukazuje się jako zbiór małych wspólnot chrześcijańskich, w których żyje Jezus przez Ducha Świętego. Ten Kościół, mimo, że będąc prześladowany i działający w ukryciu, daje mocne znaki wiary. Sprawia, że poganie o innych ludziach przynależących do takich wspólnot mówią: „Zobaczcie, jak oni się miłują”. Ci, którzy chcieli włączyć się do wspólnoty wiernych, musieli przeżyć pewien czas formacji, czas zwany katechumenatem*). Dla Kościoła prześladowanego przychodzi później moment historyczny, kiedy to władca ówczesnego cesarstwa rzymskiego, cesarz Konstantyn ogłasza pokój dla Kościoła (313 r.). Bóg sprawił, że od tego momentu Kościół działając już jawnie, musi sprostać wielkiemu zadaniu obwieszczenia całej ludzkości Dobrej Nowiny o zmartwychwstaniu Jezusa i Jego roli jako Zbawiciela świata. Był to szczególny czas głoszenia Słowa Bożego, czas przepowiadania. Poganie masowo wchodzili do Kościoła a rola katechumenatu zaczęła stopniowo zanikać, aż do jego wyeliminowania. Kościół cieszył się wolnością i rozszerzał się na cały świat.

Dalej, Bóg, pozostawiając człowieka w pełnej wolności, dopuszcza stopniowo do sytuacji, w której narody zaczęły lekceważyć przepowiadanie chrześcijańskie. Gołym okiem widoczne stawało się zjawisko masowego wychodzenia narodów z Kościoła. Zauważalne to było szczególnie w XX wieku po zakończeniu wojen światowych w Europie. Do pogłębienia tego zjawiska przyczynia się postępująca w Kościele desakralizacja i dechrystianizacja oraz kryzys wiary wśród duchowieństwa i wiernych świeckich, które to procesy trwają nadal a brak katechumenatu jest jedną z wielu przyczyn zachodzących negatywnych zmian w Kościele.

W takiej oto sytuacji, opisanej powyżej w skrócie, Bóg stawia na czele Kościoła Jana XXIII, który pod natchnieniem Ducha Świętego, jako namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi, zapoczątkowuje czas przemian, czas odnowy w Kościele. Zwołuje wspomniany wcześniej Sobór Watykański II (1962-65). Była to decyzja epokowa podjęta przez ówczesnego papieża. Nie doczekał się do zakończenia soboru, gdyż Bóg powołał go do Siebie już w dniu 3 czerwca 1963 r.

Dzisiaj wpatrując się i wspominając postać, dzisiaj już świętego Jana XXIII, możemy stwierdzić, że w planach Bożych miał on wypełnić to, jakże doniosłe w skutkach dla Kościoła, zadanie. Owoce jego decyzji są już dostrzegalne w Kościele, szczególnie w postaci wprowadzanych w życie Kościoła postanowień zawartych w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Sobór zapoczątkował na nowo wchodzenie w epokę chrześcijaństwa przeżywanego nie tylko w płaszczyźnie religijności naturalnej ale w wierze żywej. Linię Soboru kontynuował w Kościele Jan Paweł II, Benedykt XVI a dzisiaj kontynuuje papież Franciszek. Ale przemiany w Kościele zachodzą powoli. Nadal w Kościele na skutek tzw. bezwładności zachodzi postępujący proces wychodzenia z niego ludzi ochrzczonych. Ochrzczonych bez właściwie przeżytego katechumenatu. Jak długo ten proces będzie trwał – Bóg to na pewno przewidział. Wydarzenie Soboru Watykańskiego II rozpoczęło jednak czas umacniania się w wierze małych wspólnot chrześcijańskich, które na wzór Kościoła pierwotnego dają świadectwo wiary w dzisiejszym neopogańskim świecie. Parafie stają się wspólnotami wspólnot, gdzie następuje formacja ochrzczonych – można powiedzieć, że członkowie wspólnot przeżywają swój katechumenat pochrzcielny.

W wyznaniu naszej wiary wypowiadamy: „ …wierzę w świętych obcowanie”. Pamiętajmy więc o świętych Janie XXIII i Janie Pawle II obcując z nimi w naszych modlitwach. Wypraszajmy za ich pośrednictwem u Boga różne łaski dla nas i dla swoich najbliższych a także dla całej wspólnoty Kościoła.

Święci Janie XXIII i Janie Pawle II - Wstawiajcie się za nami!!!

Zbigniew Stachurski

--------------------------

*) Katechumenat – w chrześcijaństwie okres przygotowania do przyjęcia chrztu. Praktyka katechumenatu dokonywanego w kontekście liturgicznym, zanikła całkowicie na przełomie VIII i IX w. Jego obrzędy i skrutinia, w wyniku długiej ewolucji liturgicznej, zostały zredukowane i włączone do dzisiejszego obrzędu chrztu według Rytuału Rzymskiego. Przywrócono go dopiero po Soborze Watykańskim II, gdy Kongregacja ds. Kultu Bożego opracowała nową formę katechumenatu. Opublikowano ją w 1972 roku pod nazwą Obrzędu chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych (OWCD). Na OWCD opiera się formacja deuterokatechumenalna (z gr. powtórny katechumenat) członków Ruchu Światło-Życie (Oaza). Inną współczesną formą inicjacji chrześcijańskiej typu katechumenalnego, zalecaną przez papieży, jest Droga Neokatechumenalna.