Przeskocz do treści

W Gdyni na festiwalu filmowym „Niepokorni Niezłomni Wyklęci” film pt. „Orzech – zawsze chciałem być z ludźmi” otrzymał główną nagrodę, czyli Złoty Opornik dla najlepszego polskiego filmu dokumentalnego (27.09.2020) . Bohaterem dokumentu jest ks. Stanisław Orzechowski „Orzech” – duszpasterz akademicki z Wrocławia związany z DA Wawrzyny, wrocławską Solidarnością, od zawsze wspierający ludzi pracy i wiary. Jednym z moich spotkań z tym duszpasterzem był Dzień Skupienia dla Mężczyzn, który przed kilku laty zorganizowała wspólnota Domowego Kościoła w parafii św. Antoniego we Wrocławiu. Oto w skrócie to, co usłyszałem i starałem się zanotować.

- Najważniejsza w mężczyźnie jest zdolność do miłości. Biada, jeśli człowiek tę zdolność zmarnuje - mówił ks. Stanisław Orzechowski podczas Dnia Skupienia dla Mężczyzn.

Wspominam dzisiaj ten Dzień Skupienia dla Mężczyzn z racji aktualności tytułowego pytania. Spotkanie odbyło się w parafii pw. św. Antoniego, a zorganizowała je przed laty wspólnota Domowego Kościoła. Zgromadziło się w wówczas kilkudziesięciu panów. Spotkanie rozpoczęło się Eucharystią, po której konferencję wygłosił ks. Orzechowski. Odpowiadał w niej na pytanie: „Dlaczego niedobrze jest, żeby mężczyzna był sam?”.

- Pan Bóg odpowiedział na to nie tyle gadaniem, co czynem, bo postawił przed mężczyzną kobietę. Świat bez kobiety byłby bezbarwny i wypłowiały. Bo jakkolwiek panie są uciążliwe, to jednak stanowią ozdobę świata - mówił ks. Orzechowski.

Jak podkreślił, znamy kwiaty, które są trujące, ale jednocześnie są ozdobą świata. Oprócz tego kobiety to pomoc we wszystkich aspektach życia mężczyzny. M.in. przez dar macierzyństwa, a wcześniej przez dar małżeństwa. - Nie mówię już o starości, wtedy tak bardzo potrzebna jest ich opieka - oświadczył „Orzech”.

Zaznaczył, że kobieta jest codziennym ratunkiem mężczyzny, ale to nie stanowi najważniejszego powodu jej istnienia i stworzenia jej przez Boga. - Trzeba jednak pójść głębiej. Bóg stworzył kobietę, aby mężczyzna miał kogo kochać. Można kochać wróble, kaczki, pieski, ale to nie jest odpowiednia pomoc dla mężczyzny. Mężczyzna chce być kochany i chce kochać. I to może nastąpić dopiero za sprawą kobiety - oświadczył znany kaznodzieja.

Wyjaśniał zgromadzonym mężczyznom, że człowiek został stworzony na obraz Boga, ma moc Boga i jest z Bogiem zjednoczony. Mówi o tym już pierwszy biblijny rozdział. Człowiek powstaje na podobieństwo swojego Stwórcy i na pewno nie chodzi tu o cielesność, bo Bóg nie jest cielesny, choć dał nam piękne ciało. - Tu zostaje uchylony rąbek tajemnicy Trójcy Świętej. Jeżeli mężczyzna ma być i jest podobny do Boga, to do takiego Boga, jaki jest. A jaki jest Bóg? Wszechmogący i w Trójcy Świętej jedyny - mówił duszpasterz akademicki DA „Wawrzyny”.

Wyjaśniał przy tym, że miłość Boga jest tak gęsta, że staje się Duchem Świętym, który przenika wszystko i udziela największej zalety człowiekowi, mianowicie - zdolności do kochania, mocy miłowania. - To jest najważniejsze u mężczyzny - że jest zdolny do miłości. Biada, jeśli człowiek tę zdolność zmarnuje. Życie wówczas jest do niczego. A tak może się zdarzyć. Mężczyzna rozwija się ku miłości, ku drugiej osobie. Tą osobą jest kobieta - stwierdził ks. Orzechowski.

Jak dodał, moc Boża sprawia, że możemy wpływać na ten świat, by był lepszy. Podobieństwo do Boga jest zawarte w miłości. A miłość może w mężczyźnie zaistnieć dzięki kobiecie. - I tu powstaje następne trudne pytanie: „Co to jest miłość?”. Dziś, gdy ludzi o to pytam, pada często odpowiedź: „Miłość to jest seks”. I zachodzi błąd w pojmowaniu miłości. Odpowiedź właściwa brzmi: „Miłość jest przede wszystkim opieką” - mówił „Orzech”.

Na uzasadnienie podał przykład ojca, który opiekuje się dzieckiem, zwłaszcza małym, ponieważ robi to z miłości. Okazuje mu dobre serce. - W tej prawdziwej miłości ważna okazuje się czułość. To nieprawda, że mężczyzna nie potrzebuje czułości. Coraz częściej słyszę od dorosłych, ale młodych ludzi: „Nigdy mnie mój ojciec nie przytulił”. Miłość wyraża się w czułości, czasem w skromnym geście, jak położenie ręki na ramieniu, także przytulenie z odpowiednimi słowami - tłumaczył ceniony kaznodzieja.

Zachęcał mężczyzn, by pracowali nad czułością, która przede wszystkim powinna wyrażać się w małżeństwie.

Ks. Orzechowski w swojej konferencji mówi także o odpowiedzialności, która wchodzi w skład miłości. Poinformował, że jedną z pierwszych książek, jakie napisał św. Jan Paweł II, była pozycja pt. „Miłość i odpowiedzialność”.

Kapłan przypomniał „Hymn o miłości” autorstwa św. Pawła, w którym apostoł pięknie rozwinął gamę różnych cech miłości. - Zwróćcie uwagę, że na pierwszym miejscu mówi: „Miłość cierpliwa jest”. To znaczy: potrafię coś przetrzymać. Nie odejdę od ciebie, zostanę przy tobie, przetrzymam to zło, które się dzieje - tłumaczył ks. Orzechowski.

Poruszył także temat kryzysu męskości i kobiecości, który za sobą pociąga kryzys rodziny. Przez ostatnie 100 lat można było obserwować skłonność człowieka do scjentyzmu, czyli stawania się mądralą, która wszystko wie i szuka przede wszystkim przyjemności. - Ta „mądralińskość” objawia się w tym, że powoli zaciera się różnica między męskością i kobiecością, a to bardzo niebezpieczna sprawa. Przy okazji kobieta zaczyna być traktowana jak przedmiot dostarczający przyjemności - ostrzegał „Orzech”.

Uczulał, jak mocno mężczyzna może zranić kobietę, ale i na odwrót. Jego zdaniem, Polacy - jak na razie - opierają się powyższym tendencjom poniżania godności kobiety, ale i mężczyzny oraz dewaluacji pojęć rodziny i małżeństwa. - Nasz opór powoduje w świecie atak na Polskę. Wyśmiewają nas i szydzą. A idzie w tej wojnie o to, by w mężczyźnie i kobiecie ocalić zdolność do prawdziwej miłości, która jest wrodzona i stanowi najważniejszą cechę człowieka - podsumował swoje wystąpienie ks. Stanisław Orzechowski – Orzech.

Na podstawie notatek z Dnia Skupienia Mężczyzn Zbigniew Stachurski

W dniu 16 października, we wspomnienie Świętej Jadwigi Śląskiej, przeżywaliśmy 42. rocznicę wyboru Polaka - Karola Wojtyły na papieża. Przyjął on imię Jan Paweł II. W 2014 roku ogłoszono oficjalnie polskiego papieża świętym. Pontyfikat jego trwał od 16 października 1978 roku do 2 kwietnia 2005 roku.

Wielokrotnie miałem okazję uczestniczyć w spotkaniach z Ojcem św. Janem Pawłem II podczas Jego pielgrzymek: w roku 1995 w Skoczowie, w 1997 we Wrocławiu i w Paryżu oraz w 1999 w Gliwicach. Na szczególne i ciągle aktualne przesłanie zasługuje moje wspomnienie pielgrzymki do Skoczowa.

W dzień po kanonizacji Jana Sarkandra w Ołomuńcu (Czechy), Papież Jan Paweł II odwiedził Skoczów. Było to  22 maja 1995 roku. Wówczas mieszkałem z rodziną w Wodzisławiu Śl. oddalonym od Skoczowa o około 50 km. Wybraliśmy się razem z całą rodziną na spotkanie z Ojcem Świętym. Pamiętam, że z miejsca postoju autobusu na miejsce spotkania na wzgórze Kaplicówka w Skoczowie szliśmy pieszo około 5 km. Warunki dojścia były nieciekawe. Padał deszcz i było mnóstwo błota. Pokonaliśmy te trudności i z radością przeżywaliśmy spotkanie z tak zacnym gościem z Watykanu.

Wizyta była niezwykła. Pierwszą część skoczowskiego etapu pielgrzymki wypełniło ekumeniczne spotkanie ze wspólnotą ewangelicko-augsburską w kościele Świętej Trójcy. Następnie papież udał się na wzgórze Kaplicówka, gdzie u stóp postawionego tu w 1985 r. 22-metrowego, metalowego krzyża przewodniczył uroczystej mszy świętej, która zgromadziła blisko 300 tys. wiernych. Podczas sprawowanej tam Eucharystii, w obecności przybyłych tam prezydenta RP L.Wałęsy i premiera RP J.Oleksego, papież wygłosił Słowo. Mówił wówczas w 1995 roku: „... że Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia!”

Wyjaśniał następnie, co to znaczy być człowiekiem sumienia. Oto kolejny fragment jego przemówienia:

„Być człowiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło, w myśl słów św. Pawła: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!" (Rz 12,21). Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia, to znaczy angażować się w budowanie królestwa Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych rodzinach, w społecznościach, w których żyjemy, i w całej Ojczyźnie; to znaczy także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć się o dobro wspólne, nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności: "Jeden drugiego brzemiona noście" (Ga 6,2). Pamiętam, że powiedziałem te słowa w Gdańsku podczas odwiedzin w 1987 r. na Zaspie. Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze!

Dzisiaj, kiedy dowiadujemy się o licznych nadużyciach ludzi władzy i zmagamy się ciągle o kształt życia społecznego i państwowego, jakże aktualne są  słowa naszego rodaka. Pamiętam rozbrzmiewające wypowiadane gromkim głosem jego słowa : „...pamiętajcie, iż zależy on (kształt życia społecznego- przyp. autora)  przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek - jakie będzie jego sumienie.”

Obserwując na co dzień działania ludzi polityki, ludzi pełniących różne funkcje społeczne oraz ludzi biznesu a mających  przeogromny wpływ na naszą przyszłość, módlmy się za nich często słowami, które w Skoczowie wypowiedział wówczas, święty dzisiaj już papież: "Przybądź, Duchu Święty (...). Przyjdź, Światłości sumień! (…) Obmyj, co nieświęte, oschłym wlej zachętę. Rozgrzej serca twarde, prowadź zabłąkane (...)". Przyjdź, Światłości sumień!

Zbigniew Stachurski