Przeskocz do treści

Trwam w okresie zwanym Wielkim Postem, który przygotowuje mnie do najważniejszych dni w roku liturgicznym – do Triduum Paschalnego, do pamiątki przejścia naszego Pana, Jezusa Chrystusa ze śmierci do życia. Podczas wsłuchiwania się w kazania duchownych w tym okresie słyszę często, że warunkami i znakami nawrócenia są post, modlitwa oraz jałmużna. Post odnosi się do ubóstwa i wyrzeczenia, modlitwa podejmuje synowski dialog z Ojcem, natomiast jałmużna wyraża się w spojrzeniach i gestach miłości wobec poranionego człowieka. Dzisiaj moje przemyślenia o jałmużnie.

Co więc oznacza jałmużna? Dowiaduję się czytając Stary Testament, że ta czynność oznacza gest dobroci względem mojego bliźniego. Jest prostym naśladownictwem czynów Boga, który pierwszy okazał dobroć człowiekowi. Jako akt religijny prowadzi mnie do przebaczenia grzechów, do nawrócenia. Czytam: Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy [Syr 3, 30] oraz Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem [Tb 12, 8-9].

Natomiast w Nowym Testamencie Jezus Chrystus zachęca mnie do jałmużny słowami: Gdy ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewica twoja, co prawica twoja czyni [Łk 6, 55]. Czyn ten w postaci jałmużny ma być dla mnie bezinteresowny i znany jedynie Bogu. Ważna jest więc także nie tyle ilość czy wielkość złożonego daru, ile raczej moje wewnętrzne nastawienie, moja intencja. Potwierdza to sam Chrystus, kiedy chwali grosz wrzucony do skarbonki przez ubogą wdowę. Wartość jałmużny jest jeszcze większa, jeśli daję nie z tego, co mi zbywa.

Również w listach apostolskich znajduję zachętę do dzielenia się dobrami z potrzebującymi. Kto by miał majętność tego świata, a widziałby brata swego w potrzebie i zamknął przed nim serce swoje – jakże może w nim przebywać miłość Boża? [1 J 3, 17].  Dlatego jałmużna w każdej postaci powinna być wyrazem miłości Boga. Zwrócił na to uwagę Święty Jan Paweł II, gdy mówił: „Dawanie i oddanie się nie zależy od ilości posiadanych rzeczy, lecz od żywionej w duszy miłości do Boga. Nasze pokorne oddanie się – samo w sobie może znikome, jak oliwa wdowy z Sarepty lub grosz ubogiej wdowy – staje się miłe w oczach Boga dzięki zjednoczeniu z ofiarą Jezusa”. Stąd tak mocno akcentował, że jałmużna nie tylko wyprasza Boże błogosławieństwo, ale także leczy rany grzechu oraz chroni przed nimi.

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił».  Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie.  Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu.  A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali.  Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.  A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.  (Łk2,15-20)

Jezus Chrystus, syn ziemskich małżonków Maryi i Józefa, a zarazem Syn Boży, ukazał światu, że czymś naturalnym w życiu człowieka jest rodzina – ojciec, matka i dzieci. Naśladując Świętą Rodzinę chcemy przeżywać Boże Narodzenie w gronie najbliższych, w rodzinie. Rodzina jest cudowną wspólnotą dającą człowiekowi radość i szczęście w tym ziemskim, chociaż nieraz skromnym życiu.

Bóg stwarzając człowieka, na obraz Boży go stworzył. Dlatego naturalny związek mężczyzny i kobiety w Kościele został ustanowiony sakramentem – małżeństwem. To co jest Boże, jest wartością. Jakże piękne świadectwo życia dają małżonkowie, którzy sobie przed Bogiem przyrzekali  miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuszczą się nawzajem aż do śmierci – i to przyrzeczenie wypełniają. Wychowują po katolicku dzieci, obchodzą kolejne jubileusze – są szczęśliwi, są w sposób naturalny spełnieni... żyją w skromności i pokorze jak Święta Rodzina z Nazaret, bo swoje życie zbudowali na skale, na fundamencie jakim jest Jezus Chrystus.

Ale jest, w obliczu obecnej rzeczywistości, także inna prawda o rodzinie. Młodzi już nie czują potrzeby zawierania sakramentalnego małżeństwa. Widzimy wokół nas wielu młodych, żyjących w związkach niesakramentalnych. Dziecko w takich związkach jest wielokrotnie przeszkodą – słychać głosy domagające się legalizacji zabijania ich przed narodzeniem. Wzrasta także ilość dzieci w Domach Dziecka. Dzieci przeżywają tragedie życiowe. Pojawiają się dyskusje o jednopłciowych  związkach partnerskich i adopcji dzieci przez te pary. Jest to już rezultat fałszywego pojmowania wolności człowieka wynikającego z braku wiary w objawienie się Boga w Jezusie Chrystusie. Dostrzegamy widoczne  już zagrożenie moralne - moralną klęskę, którą ponosi człowiek. A zarazem też społeczeństwo, naród.

Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek ulega podszeptowi szatana - sam dla siebie chce być bogiem. A życie wbrew przykazaniu „Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną” prowadzi do klęski człowieka. Bez Boga, człowiek może zrobić już wszystko. I tak się już dzieje. Rośnie już nowe pokolenie, w którym dzieci wzrastają w rodzinach niepełnych – często bez wzoru pełnej rodziny, często bez wzoru ojca, bez odniesienia się do Boga. Znaczna ilość rodziców wyraża zgodę dzieciom na nieuczestniczenie w lekcjach religii. Dzieci, za zgodą wielu rodziców, nie uczestniczą w praktykach religijnych, w tym często w niedzielnej Eucharystii. Dzieci będą naszymi następcami, gdzie nie jest już trudno dostrzec, jaki los czeka następne, żyjące w ten sposób pokolenia.

Niech więc rodzinnie przeżywane Boże Narodzenie będzie okazją do dyskusji na temat wyzwań jakie czekają nas, żyjących w dzisiejszych wspólnotach rodzinnych.Trzeba zatem postawić na Prawdę, na Jezusa Chrystusa. Na Jezusa, by narodził się także na nowo w moim i Twoim sercu. A to wystarczy, by narodził się we współczesnej rodzinie. Jezus Chrystus jest bowiem Drogą, Prawdą i Życiem, jest trwałym fundamentem, jest skałą na której winna wzrastać każda zdrowa rodzina.

Zbigniew Stachurski

25.12.2025

Świat promuje "walentynki" - tymczasem świadomi katoliccy chrześcijanie w Europie a szczególnie w Polsce pamiętają, że 14 lutego to Święto św. Cyryla i św. Metodego - patronów Europy. O tym święcie przypomina nam Liturgia Godzin.

Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do człowieka przez proroków i przez różne wydarzenia w historii zbawienia. W czasach Starego Testamentu Bóg powoli oczyszczał człowieka i przygotowywał go do misji Swego Syna Jezusa Chrystusa, który po śmierci krzyżowej a następnie po swoim zmartwychwstaniu umacnia małą grupę wybranych, słabych i grzesznych ludzi Duchem Świętym. Idą oni z polecenia Chrystusa również do świata pogańskiego z przepowiadaniem Dobrej Nowiny. Tak tworzy On Kościół, który jest Jego ciałem, ciałem Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego.

Kościół pierwotny ukazuje się światu jako zbiór małych wspólnot chrześcijańskich, w których żyje Jezus przez Ducha Świętego. Bracia w tych wspólnotach dają mocne znaki wiary, co sprawia, że wielu pogan pragnąc żyć tak jak oni, po odpowiednim okresie wtajemniczenia w wiarę, włączani są do Kościoła przyjmując sakrament Chrztu Świętego. (Czy nie odczuwamy dzisiaj, że wielu w Kościele potrzebuje takiego wtajemniczenia chrześcijańskiego w wiarę?) Po trzech wiekach prześladowań Kościoła Bóg sprawił, że uzyskuje on (Kościół) aprobatę władz świeckich (rok 313). Następuje jego dynamiczny rozwój. Masowo całe grupy etniczne, dotychczas pogańskie, również w Europie, proszą o chrzest. Niezbędna staje się misja ewangelizacyjna ludzi Kościoła. Podejmuje się jej, pod wpływem działającego w Kościele Ducha Świętego, wielu chrześcijan szczególnie zakonników. Otrzymywali oni, za pośrednictwem przełożonych, zgodę na porzucenie dotychczasowego sposobu życia w klasztorach i rozpoczęcia pracy ewangelizacyjnej wśród pogańskich bądź skażonych herezją narodów. Przed takim wyzwaniem w IX wieku po narodzeniu Chrystusa stanęli także dwaj bracia – zakonnicy Cyryl i Metody. Ich misja, prowadzona w trudnych warunkach i napotykająca przeszkody wynikające z ludzkich słabości, stała się dla następnych pokoleń przykładem poświęcenia dla Ewangelii. Słowianie wschodni zawdzięczają działalności obu misjonarzy stworzenie podstaw późniejszego rozwoju języka i kultur narodowych. Dzisiaj konieczna jest taka misja nas wielu w swoich środowiskach, nas, którzy świadomie przyjęliśmy sakramenty inicjacji chrześcijańskiej: chrzest, bierzmowanie i Eucharystię i przeżyliśmy prawdziwe spotkanie ze zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem. Potrzebne jest tylko nam oficjalne posłanie przez Kościół...podobnie jak ci dwaj zakonnicy otrzymali zgodę za pośrednictwem swoich przełożonych.

W przekazach historycznych o ewangelizowaniu Europy znajdujemy również wątek polski. Jeden z żywotów św. Metodego, tzw. Legenda Panońska, wspomina o proroczym ostrzeżeniu, jakie święty skierował do pogańskiego księcia Wiślan – „silnego wielce” – który szkodził chrześcijanom: Mówił Metody do księcia: – Dobrze by ci było, synu, ochrzcić się dobrowolnie na ziemi swojej, abyś wzięty do niewoli nie był i przymuszony do chrztu na ziemi cudzej. I wspomnisz mnie wtedy. Według podania zapowiedź się spełniła. Niestety, nie znamy szczegółów tych wydarzeń.

Cyryl i Metody uznani są za świętych – choć nigdy nie byli formalnie kanonizowani – zarówno w tradycji łacińskiej, jak i greckiej. Papież, Święty Jan Paweł II, 31 grudnia 1980 r. ogłosił obu braci, obok św. Benedykta z Nursji, współpatronami Europy. Ich święto liturgiczne przypadające 14 lutego obchodzą świadomi katoliccy chrześcijanie. Świat natomiast proponuje „walentynki”.

Zbigniew Stachurski

ks Abp Józef Kupny święcenia biskupie otrzymał 4 lutego 2006 w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach. Udzielił mu ich Damian Zimoń, arcybiskup metropolita katowicki, z towarzyszeniem Wiktora Skworca biskupa diecezjalnego tarnowskiego, i Stefana Cichego, biskupa diecezjalnego legnickiego.

Abp. Józefowi życzymy błogosławieństwa Bożego na każdy następny rok posługi w naszej Archidiecezji Wrocławskiej.