Przeskocz do treści

 „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10-11).

Źródłem tej „wielkiej radości” jest oczywiście przyjście na świat Zbawiciela. Narodzenie Pańskie wraz z Objawieniem Bożym ukazało również głęboki sens każdych ludzkich narodzin jako najcenniejszego daru i oznajmia, że radość mesjańska jest podstawą i wypełnieniem tej radości, jaką przynosi każde poczęte dziecko. Natomiast podczas Chrztu Pańskiego ukazana zostaje Trójca Święta jako podstawa naszej wiary, w obliczu której św. Jan Chrzciciel wzywa ludzkość do nawrócenia. Ale dzisiejszy świat nie dostrzega tego i staje w obliczu agresywnych lewicowych i postmodernistycznych ideologii, które nie traktują życia ludzkiego jako najcenniejszego daru, którego należy strzec od poczęcia do naturalnej śmierci. Trzeba  więc ciągle na nowo przypominać dzieła, które bronią godności osoby ludzkiej.

  Jednym z takich dzieł jest Encyklika Evangelium Vitae napisana przez Świętego Jana Pawła II. Zaczyna się ona od słów: EWANGELIA ŻYCIA znajduje się w samym sercu orędzia Jezusa Chrystusa. Kościół każdego dnia przyjmuje ją z miłością, aby wiernie i odważnie głosić ją jako dobrą nowinę ludziom wszystkich epok i kultur.

Dalej w niej czytamy, że Człowiek jest powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiary jego ziemskiego bytowania… Wzniosłość tego nadprzyrodzonego powołania ukazuje wielkość i ogromną wartość ludzkiego życia także w jego fazie doczesnej. Życie w czasie jest bowiem podstawowym warunkiem, początkowym etapem i integralną częścią całego i niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji. Proces ten — nieoczekiwanie i bez żadnej zasługi człowieka — zostaje opromieniony obietnicą i odnowiony przez dar życia Bożego, które urzeczywistni się w pełni w wieczności (por. 1 J 3,1-2). Równocześnie to nadprzyrodzone powołanie uwydatnia względność ziemskiego życia mężczyzny i kobiety. Nie jest ono jednak rzeczywistością „ostateczną”, ale „przedostateczną”; jest więc rzeczywistością, świętą, która zostaje nam powierzona, abyśmy jej strzegli z poczuciem odpowiedzialności i doskonalili ją przez miłość i dar z siebie ofiarowany Bogu i braciom…

W encyklice przeczytamy: Człowiek …zostaje powierzony macierzyńskiej trosce Kościoła. Dlatego też każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i przynagla Kościół, by pełnił swą misję głoszenia Ewangelii życia całemu światu i wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15).

Dalej czytamy: Mimo wszelkich trudności i niepewności każdy człowiek szczerze otwarty na prawdę i dobro może dzięki światłu rozumu i pod wpływem tajemniczego działania łaski rozpoznać w prawie naturalnym wypisanym w sercu (por. Rz 2, 14-15) świętość ludzkiego życia od poczęcia aż do kresu oraz dojść do przekonania, że każda ludzka istota ma prawo oczekiwać absolutnego poszanowania tego swojego podstawowego dobra. Uznanie tego prawa stanowi fundament współżycia między ludźmi oraz istnienia wspólnoty politycznej. Obrońcami i rzecznikami tego prawa powinni być w sposób szczególny wierzący w Chrystusa, świadomi wspaniałej prawdy przypomnianej przez Sobór Watykański II: „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”. W tym zbawczym wydarzeniu objawia się bowiem ludzkości nie tylko bezgraniczna miłość Boga, który „tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3, 16), ale także nieporównywalna wartość każdej osoby

… Kościół zaś, rozważając wnikliwie tajemnicę Odkupienia, uświadamia sobie tę wartość zawsze z tym samym zdumieniem i czuje się powołany, by głosić ludziom wszystkich czasów tę „ewangelię” — źródło niezłomnej nadziei i prawdziwej radości dla każdej epoki dziejów. Ewangelia miłości Boga do człowieka, Ewangelia godności osoby i Ewangelia życia stanowią jedną i niepodzielną Ewangelię

…To dlatego właśnie człowiek, człowiek żyjący, stanowi pierwszą i podstawową drogę Kościoła.

Święty Jan Paweł II pisze dalej o nowym zagrożeniu życia ludzkiego. Wzywa tym samym do głoszenia Ewangelii życia słowami: Głoszenie to staje się szczególnie naglące dzisiaj, gdy lęk budzą coraz liczniejsze i poważniejsze zagrożenia życia ludzi i narodów, zwłaszcza życia słabego i bezbronnego. Obok dawnych, dotkliwych plag, takich jak nędza, głód, choroby endemiczne, przemoc i wojny, pojawiają się dziś plagi nowe, przybierające nieznane dotąd formy i niepokojące rozmiary. Już Sobór Watykański II w jednej z wypowiedzi, która do dziś zachowała swą dramatyczną aktualność, potępił stanowczo liczne zbrodnie i zamachy wymierzone przeciw życiu ludzkiemu. Przypominając po trzydziestu latach słowa Soboru, raz jeszcze i równie stanowczo potępiam w imieniu całego Kościoła te przestępstwa, w przekonaniu, że wyrażam w ten sposób autentyczne odczucia każdego prawego sumienia: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, próby wywierania przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą; a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację ludzką bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy, i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy.

Widzimy na co dzień, że te niepokojące zjawiska nie znikają. Nowe perspektywy otwarte przez postęp techniczny dają oprócz dobra również początek niszczenia godności ludzkiej. Tworzy się i utrwala nowa sytuacja kulturowa, w której przestępstwa przeciw życiu wzbudzają głęboki niepokój a czytając różne komentarze osób prywatnych w internetowych portalach obserwuję, że znaczna część opinii publicznej usprawiedliwia przestępstwa przeciw życiu w imię prawa do indywidualnej wolności i wychodząc z tej przesłanki domaga się nie tylko ich niekaralności, ale wręcz aprobaty państwa dla nich, aby móc ich dokonywać z całkowitą swobodą, a nawet korzystając z bezpłatnej pomocy służby zdrowia.

Papież Polak wówczas pisał: Wszystko to prowadzi do głębokich przemian w sposobie patrzenia na życie i na relacje między ludźmi. Fakt, że prawodawstwo wielu państw, oddalając się nawet od fundamentalnych zasad swych konstytucji, nie tylko nie karze tego rodzaju praktyk wymierzonych przeciw życiu, ale wręcz uznaje je za całkowicie legalne, jest niepokojącym przejawem, a zarazem jedną z istotnych przyczyn poważnego kryzysu moralnego: czyny jednomyślnie uważane niegdyś za przestępcze i w powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskują stopniowo społeczną aprobatę. Nawet medycyna, która z tytułu swego powołania ma służyć obronie życia ludzkiego i opiece nad nim, w niektórych dziedzinach staje się coraz częściej narzędziem czynów wymierzonych przeciw człowiekowi i tym samym zniekształca swoje oblicze, zaprzecza samej sobie i uwłacza godności tych, którzy ją uprawiają. W takim kontekście kulturowym i prawnym również poważne problemy demograficzne, społeczne i rodzinne, nękające wiele narodów świata i domagające się odpowiedzialnej i czynnej reakcji ze strony społeczności narodowych i międzynarodowych, stają się przedmiotem rozwiązań fałszywych i złudnych, sprzecznych z prawdą oraz z dobrem osób i narodów.

Prowadzi to do dramatycznych konsekwencji: choć samo zjawisko eliminacji wielu ludzkich istot poczętych lub bliskich już kresu życia jest niezwykle groźne i niepokojące, równie groźny i niepokojący jest fakt, że nawet ludzkie sumienie zostaje jak gdyby zaćmione przez oddziaływanie wielorakich uwarunkowań i z coraz większym trudem dostrzega różnicę między dobrem a złem w sprawach dotyczących fundamentalnej wartości ludzkiego życia.

Tak odnosił się do fundamentalnych spraw życia ludzkiego nasz rodak Karol Wojtyła późniejszy papież a dziś Święty Jan Paweł II. Dlatego jest on niewygodny dla tych, co w imię tzw. postępu chcą zapomnieć o jego nauce, która jest ponadczasowa. Nie można się więc odwoływać o jej uznaniu do jakiegokolwiek referendum. Dzisiaj w czasie przeżywania Okresu Bożego Narodzenia, w czasie kiedy Bóg Stwórca objawił się światu w osobie Jezusa Chrystusa należy także światu przypominać, za naszymi pasterzami Kościoła, te powyższe prawdy o życiu człowieka.

Na podstawie „Evangelium Vitae” Zbigniew Stachurski

W końcu listopada adwentem rozpoczęliśmy nowy rok liturgiczny z tytułem programu duszpasterskiego Kościoła „Zgromadzeni na świętej wieczerzy”. Temat ten jest odpowiedzią na postępujący w Kościele kryzys wiary. Kryzys objawiający się tym, że wielu ludzi nie widzi już wśród nas, katolików, znaków wiary. Znaków jedności i miłości w wymiarze Krzyża. Oto moje przemyślenia na czas adwentu.

Obserwuję coraz częściej naszych rodaków, w większości jeszcze katolików, wśród których pogłębia się nietolerancja, a którzy twierdzą, że są tolerancyjni, ukazując publicznie przy tym swoje ohydne zachowania i wypowiedzi. Żądają wolności wypowiedzi, lecz chcą tej wolności tylko wtedy, gdy jest zgodna z ich hasłami. Atakowani i uciszani są wszyscy ci, którzy otwarcie sprzeciwiają się złu propagowanemu bez skrępowania w życiu publicznym. Są nazywani ludźmi o zaściankowych poglądach, ciemnogrodem, homofobami… a nawet otrzymują pogróżki m.in. wystąpienia do sądów, jeśli nie przestaną głosić prawd swojej wiary. Są również usuwani ze stanowisk pracy np. na wyższych uczelniach, szpitalach… Wśród wielu z nas wkrada się niepokój, bo człowiek nie chce być publicznie poniżany (nie chce umierać) z powodu publicznego przyznania się do Jezusa Chrystusa, do życia chrześcijańskiego.

A co to znaczy żyć życiem chrześcijańskim? To znaczy posiadać w sobie odporność na śmierć (śmierć bytu), posiadać w sobie zdolność do nieumierania, posiadać w sobie Życie Wieczne. By do tej zdolności dążyć tu na ziemi, życie ochrzczonego winno być odpowiednio formowane przez Słowo Boże, liturgię we wspólnocie z innymi. Formacja taka pomaga być odważnym w życiu rodzinnym, w pracy, w urzędach i na ulicy. Ilu z nas parafian czyta i rozważa systematycznie Słowo Boże we wspólnocie parafialnej? A ilu nas jest zgromadzonych na świętej wieczerzy w Dzień Pański (w niedzielę)?

Sobór Watykański II dał Kościołowi narzędzia, aby wykorzystując je, z nową energią rozpoczął formować najpierw swoich wiernych. Przez nich możliwe będzie dopiero dotarcie z Dobrą Nowiną do tych, co żyją wiarą infantylną, wiarą opartą na wiedzy z okresu I-szej Komunii Św.

Dlatego istnieje konieczności powrotu do metod Kościoła pierwotnego, do autentycznego przepowiadania, do przepowiadania kerygmatycznego, do głoszenia kerygmatu. Św. Paweł pisał, że „skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1Kor1,21). I nie jest to zadanie postawione tylko duchownym lecz każdemu członkowi Kościoła, także i nam świeckim. Kerygmat więc zawsze prowadzi do autentycznego spotkania z Jezusem. Bez przyjęcia kerygmatu nie jestem zdolny żyć życiem chrześcijańskim, nie jestem również w stanie przekazać wiary swoim najbliższym w rodzinie a co dopiero tym, którzy dawno stracili więź z Bogiem.

 Przyjęcie kerygmatu uzdalnia mnie, człowieka ochrzczonego, do autentycznej wiary w  spotkanie z Jezusem, Synem Bożym w wydarzeniach swojego życia jak i również w spotkaniach, podczas zgromadzeń na świętej wieczerzy, na Eucharystii skąd jestem posyłany do świata.

Bóg z wielkiej miłości objawił się grzesznemu człowiekowi w Swoim Synu Jezusie Chrystusie. On to, gdy po krótkim pobycie wśród ludzi i trzyletnim publicznym nauczaniu, przyjął mękę i śmierć krzyżową - ofiarował się za każdego z nas grzeszników. Nie zostawił jednak nas samych sobie, lecz po własnej śmierci zmartwychwstał dając każdemu z nas Swego Ducha. Ciągle pierwszy wychodzi do mnie człowieka zachęcając do nawrócenia, do pozbycia się lęku przed życiem chrześcijańskim w swoim środowisku. Czy wierzysz w to? Święty Jan Paweł II papież na początku swojego pontyfikatu wołał „Nie lękajcie się! Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi!”. Wiara zapewni mi pozbycie się lęku. Zapewni mi Życie Wieczne (zdolność do nieumierania). To zapewnienie usłyszałem także na chrzcie św. i jest ono prawdą. Słyszę o Życiu Wiecznym również wyznając wiarę będąc wśród zgromadzonych w niedzielę na  świętej wieczerzy – Eucharystii.

Nie byłoby tych zbawczych wydarzeń bez Bożego Narodzenia, bez narodzenia się Jezusa Chrystusa z Maryi Dziewicy w Betlejem. Chrześcijanie czczą to wydarzenie obchodząc corocznie w kalendarzu liturgicznym dzień 25 grudnia  jako Uroczystość Bożego Narodzenia. Świętowanie rozszerzone zostało na oktawę i okres ten jest  zwany Świętami Bożego Narodzenia. Nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, co tak naprawdę stało się ponad 2000 lat temu w Ziemi Świętej. Jakże smutne jest to, że nieprzyjazne media kształtujące opinię wielu, posługują się tylko terminem „Święta” unikając słów „Boże Narodzenie”.

Nie zrażajmy się tym. Starajmy się gromadzić na świętej wieczerzy. Zbliżmy się jeszcze bardziej do wspólnoty jaką jest Kościół. Niech nasze wnętrze otworzy się na działanie Ducha Świętego, który wówczas przyczyni się do mojego i twojego nawrócenia.

Ale jest także drugie przyjście naszego Pana! Przyjście Jezusa Chrystusa przy końcu naszych czasów ale już jako sprawiedliwego sędziego. Adwent to czas radosnego oczekiwania na te dwa przyjścia a może na to trzecie, którym jest Jego osobiste przyjście do mnie.

Życzę więc na czas adwentu, każdemu czytającemu te moje przemyślenia, radosnego czuwania na przyjście Pana przy końcu czasów jak i na te dwa pozostałe. Niech w tym czuwaniu towarzyszy  mi Maryja, Boża Rodzicielka czczona w czasie adwentu w Mszach św. roratnich.

Niech tegoroczne czuwanie przyczynia się do mojego, naszego codziennego nawracania się przy pełnieniu naszej posługi we wspólnocie Kościoła.

Zbigniew Stachurski

Wielu z nas czegoś oczekuje więc i poszukuje. Oczekujemy, że będzie coraz lepiej. Dążymy do tego, by nasze życie było łatwe, lekkie i przyjemne. W szczególny sposób dbamy o nasze dzieci, usuwając przed nimi wszelkie trudności, starając się im przychylić nieba. Wynajduje się metody bezstresowego wychowania. Tworzy się regulaminy szkoły. Wtłacza się dzieciom do głowy ich mocno rozbudowane prawa (często zapominając o obowiązkach). Powołuje się instytucje rzeczników praw dziecka. Niszczy się autorytety, ponieważ już nawet rodzice często występują przeciwko nauczycielom, katechetom a nawet księżom. Natomiast, gdy pedagodzy otrzymują z poradni psychologicznej zalecenie obniżenia poziomu wymagań dla dziecka, skrzętnie i publicznie dziecko o tym informują. Zwalniają tym samym dziecko (świadomie lub nieświadomie) od inicjatywy podejmowania prób samodzielnego starania się o dorównanie innym, o wyższą pozytywną ocenę. Postępując w ten sposób sami czują się usprawiedliwieni.

Wydaje mi się, że podobnie w Kościele. Usuwa się dzieciom wszelkie przeszkody zmuszające do pewnych wyrzeczeń. Już nie trzeba wstawać jak dawniej rano na roraty. Z Różańca odmawia się tylko jedną dziesiątkę. W wielu parafiach, aby zachęcić dzieci do przyjścia do kościoła, rozdaje się im cukierki, obrazki, puzzle... Przygotowujących się do bierzmowania (ponoć prawie dojrzałych katolików) kontroluje się za pomocą składanych na odpowiednim formularzu podpisów księży itd. Jest to negatywne świadectwo obrazujące dzisiejszy katolicyzm. Ale zdaję sobie sprawę, że taka jest dzisiejsza rzeczywistość.

Trzeba sobie jednak postawić pytanie, dlaczego tak się dzieje. Uważam, że to skutki przemian społeczno-ekonomicznych zachodzących w świecie, a szczególnie w Europie. Przemiany te również dotarły do naszego kraju. Rozwój nauki, techniki, popularyzacja wiedzy przyzwyczajają mnie, człowieka do myślenia, że Boga nie ma. Stąd fałszowanie wszelkich wartości, stanowienie samemu sobie prawa, wrtościowanie co jest dobre, a co złe. Staję się sam sobie bogiem, jestem sam sobie panem. Jestem wolny i nikt nie ma do mnie prawa. Tak nas niestety już w wielu przypadkach uformowano, tak nas nadal formuje dzisiejszy świat. Wielu młodych ludzi widzi już swych własnych rodziców jako drobnomieszczańskich katolików chodzących do kościółka w każdą niedzielę. Widzi ich, lecz o religijności, która okazuje się dla obserwujących bezużyteczna. Dostrzegalny jest rozdźwięk między wyznawaną wiarą a życiem. Dlatego też wielu młodych wchodzących w dorosłe życie (szkoła średnia przed maturą) odchodzi od wiary (np. rezygnuje z katechezy lub podstawowych praktyk religijnych) nawet przy aprobacie własnych rodziców. Apostazja Europy staje się faktem. Europę, w tym i naszą katolicką Polskę, trzeba na nowo katechizować. Potrzebny jest nowy katechumenat, jak w pierwotnym Kościele. Potrzeba nam na nowo odkrywać wartość Chrztu, odkrywać na nowo wartość Eucharystii. Stąd kolejny rok duszpasterski w Kościele pod hasłem:  „Zgromadzeni na świętej wieczerzy”. 

Adwent, który rozpoczął się w tym roku 29 listopada  I-szą niedzielą adwentu a przypadający wg kalendarza na długie, późnojesienne wieczory, skłania do refleksji nad moim, nad naszym osobistym stosunkiem do naszego Pana, do Jezusa Chrystusa, do naszego Boga. Adwent to czas oczekiwania narodzenia się Bożej Dzieciny w Betlejem; w wymiarze eschatologicznym adwent jest czasem przyjścia Jezusa Chrystusa w majestacie Sądu Ostatecznego. Wreszcie adwent – to również oczekiwanie Boga w mojej duszy. Adwent jest więc czasem nadziei na spotkanie z Panem. Ile adwentów już przeżyłem? Czy tegoroczny adwent przyczyni się do mojego rzeczywistego spotkania się z NIM?

Tak naprawdę spotkać się z Jezusem mogę w Słowie Bożym (np. podczas dobrze odprawionych rekolekcji adwentowych), w sakramencie pojednania, w Eucharystii... Każde takie duchowo, dobrze przeżyte spotkanie spowoduje moją przemianę, nawrócenie. ON to sprawi, gdyż nie chce śmierci grzesznika, lecz by się nawrócił i żył. On sprawi, że zacznę podążać nową drogą, będę odchodził od infantylnego rozumienia chrześcijaństwa, od drobnomieszczańskiego katolicyzmu, który dla dzieci i młodzieży nie jest wystarczającym świadectwem prawdziwej, żywej wiary. Może zacznę przeżywać swoją wiarę konsekwentnie, a to jest to, czego każdy z nas w duchu tak usilnie pragnie i poszukuje.

 Oby tegoroczny adwent stał się początkiem mojej nowej drogi w Kościele.

Zbigniew Stachurski

Piłat zapytał Go: "Czy Ty jesteś Królem żydowskim?" Jezus odpowiedział mu: "Tak, Ja Nim jestem". [Łk23,3]

W Kościele katolickim ostatnią niedzielę roku liturgicznego obchodzi się uroczyście, gdyż w tą niedzielę przypada Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Wiara w królowanie Chrystusa była obecna w Kościele przez wieki i wiele Kościołów chrześcijańskich (katolicy, anglikanie, prezbiterianie, luteranie, metodyści) obchodzi to święto bardzo uroczyście.

Jeśli jest Król to istnieje także Jego królestwo. Jest nim Królestwo Boże. Tworzą je chrześcijanie, którzy potrafią żyć w Nim niezależnie od ustroju lub partii panujących na danym terytorium. Tak jest na całym świecie, w Europie i także w Polsce. Chrześcijanie są szczęśliwi, radośni i zadowoleni niezależnie od tego co się wokół nich dzieje, zawsze są gotowi do dawania odpowiedzi Bogu, który im się objawia i udziela, i który przynosi każdemu z nich obfite światło na poszukiwanie ostatecznego sensu życia. Dla nich śmierć nie istnieje. Przykładów jest wiele: św. Maksymilian Kolbe, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, św. Jan Paweł II - to ci najbardziej znani. Są i inni, którzy żyją życiem chrześcijańskim, życiem, gdzie miłość do nieprzyjaciół i jedność z innym są wyznacznikami ich życia. Nie są oni wymieniani na pierwszych stronach gazet i portali internetowych.

Jest prawdą, że światem rządzi mamona (pieniądz), a świat to ludzie, którzy także idą już na skróty, idą na łatwiznę nie podejmując żadnego wysiłku w kierunku odpowiedzi na dyskretne wołanie Boga, by budować swoje królestwo, swój dom (swoje życie) na skale (na Jezusie Chrystusie) a nie na piasku. W historii, królestwa budowane na piasku (na mamonie, na ideologii materializmu) dawno upadły a aktualnie budowane na ideologii liberalizmu i relatywizmu moralnego a także na ideologii gender na pewno upadną.

Twierdzę, że aby wejść w chrześcijaństwo, nawet, gdy już zostałem ochrzczony, powinienem przejść okres wtajemniczenia, o którym coraz częściej słyszy się w środowiskach katolików. Wtajemniczenie rozpoczyna się zawsze od przyjęcia Jezusa Chrystusa jako swojego Pana podczas przepowiadanego kerygmatu. Pomocą jest zawsze świadectwo życia wspólnotowego w parafii, gdzie sprawowana jest liturgia oraz gdzie wspólnotowo jest proklamowane i rozważane Słowo Boże.

Brak właściwego "fundamentu" jest jedną z wad dotykającej wielu ludzi, która nie pozwala człowiekowi, żyjącemu w ziemskim królestwie, znaleźć się w Królestwie Jezusa Chrystusa. Te dwa "królestwa" przenikają się nawzajem. Warto uzmysłowić sobie, że Królestwo Boże to królestwo prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju*). I takie królestwo każdy z nas winien najpierw budować we własnych sercach. A budowaniu nie powinny przeszkadzać instytucje państwowe  - w nich pracują w większości ludzie deklarujący się chrześcijanami.

Chrześcijaństwo prowadzące do Królestwa Bożego nie niszczone, nie wyśmiewane, nie wykpione, nie spychane do zakrystii, nie traktowane jak coś prywatnego u człowieka - przyczyni się do życia ludzi w/g Mądrości Bożej. Przyczyni się do właściwej oceny co jest dobrem a co złem i w rezultacie zawsze przyczyniać się będzie do wyborów właściwych ludzi do każdej władzy. Ludzi, u których naczelną zasadą będzie kochać człowieka i jemu służyć. Bo królowanie to służba człowiekowi.

Zbigniew Stachurski

________________________________

*) O wymienionych tutaj przymiotach Królestwa Bożego mówi prefacja śpiewana podczas Mszy św. w Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata.

W Gdyni na festiwalu filmowym „Niepokorni Niezłomni Wyklęci” film pt. „Orzech – zawsze chciałem być z ludźmi” otrzymał główną nagrodę, czyli Złoty Opornik dla najlepszego polskiego filmu dokumentalnego (27.09.2020) . Bohaterem dokumentu jest ks. Stanisław Orzechowski „Orzech” – duszpasterz akademicki z Wrocławia związany z DA Wawrzyny, wrocławską Solidarnością, od zawsze wspierający ludzi pracy i wiary. Jednym z moich spotkań z tym duszpasterzem był Dzień Skupienia dla Mężczyzn, który przed kilku laty zorganizowała wspólnota Domowego Kościoła w parafii św. Antoniego we Wrocławiu. Oto w skrócie to, co usłyszałem i starałem się zanotować.

- Najważniejsza w mężczyźnie jest zdolność do miłości. Biada, jeśli człowiek tę zdolność zmarnuje - mówił ks. Stanisław Orzechowski podczas Dnia Skupienia dla Mężczyzn.

Wspominam dzisiaj ten Dzień Skupienia dla Mężczyzn z racji aktualności tytułowego pytania. Spotkanie odbyło się w parafii pw. św. Antoniego, a zorganizowała je przed laty wspólnota Domowego Kościoła. Zgromadziło się w wówczas kilkudziesięciu panów. Spotkanie rozpoczęło się Eucharystią, po której konferencję wygłosił ks. Orzechowski. Odpowiadał w niej na pytanie: „Dlaczego niedobrze jest, żeby mężczyzna był sam?”.

- Pan Bóg odpowiedział na to nie tyle gadaniem, co czynem, bo postawił przed mężczyzną kobietę. Świat bez kobiety byłby bezbarwny i wypłowiały. Bo jakkolwiek panie są uciążliwe, to jednak stanowią ozdobę świata - mówił ks. Orzechowski.

Jak podkreślił, znamy kwiaty, które są trujące, ale jednocześnie są ozdobą świata. Oprócz tego kobiety to pomoc we wszystkich aspektach życia mężczyzny. M.in. przez dar macierzyństwa, a wcześniej przez dar małżeństwa. - Nie mówię już o starości, wtedy tak bardzo potrzebna jest ich opieka - oświadczył „Orzech”.

Zaznaczył, że kobieta jest codziennym ratunkiem mężczyzny, ale to nie stanowi najważniejszego powodu jej istnienia i stworzenia jej przez Boga. - Trzeba jednak pójść głębiej. Bóg stworzył kobietę, aby mężczyzna miał kogo kochać. Można kochać wróble, kaczki, pieski, ale to nie jest odpowiednia pomoc dla mężczyzny. Mężczyzna chce być kochany i chce kochać. I to może nastąpić dopiero za sprawą kobiety - oświadczył znany kaznodzieja.

Wyjaśniał zgromadzonym mężczyznom, że człowiek został stworzony na obraz Boga, ma moc Boga i jest z Bogiem zjednoczony. Mówi o tym już pierwszy biblijny rozdział. Człowiek powstaje na podobieństwo swojego Stwórcy i na pewno nie chodzi tu o cielesność, bo Bóg nie jest cielesny, choć dał nam piękne ciało. - Tu zostaje uchylony rąbek tajemnicy Trójcy Świętej. Jeżeli mężczyzna ma być i jest podobny do Boga, to do takiego Boga, jaki jest. A jaki jest Bóg? Wszechmogący i w Trójcy Świętej jedyny - mówił duszpasterz akademicki DA „Wawrzyny”.

Wyjaśniał przy tym, że miłość Boga jest tak gęsta, że staje się Duchem Świętym, który przenika wszystko i udziela największej zalety człowiekowi, mianowicie - zdolności do kochania, mocy miłowania. - To jest najważniejsze u mężczyzny - że jest zdolny do miłości. Biada, jeśli człowiek tę zdolność zmarnuje. Życie wówczas jest do niczego. A tak może się zdarzyć. Mężczyzna rozwija się ku miłości, ku drugiej osobie. Tą osobą jest kobieta - stwierdził ks. Orzechowski.

Jak dodał, moc Boża sprawia, że możemy wpływać na ten świat, by był lepszy. Podobieństwo do Boga jest zawarte w miłości. A miłość może w mężczyźnie zaistnieć dzięki kobiecie. - I tu powstaje następne trudne pytanie: „Co to jest miłość?”. Dziś, gdy ludzi o to pytam, pada często odpowiedź: „Miłość to jest seks”. I zachodzi błąd w pojmowaniu miłości. Odpowiedź właściwa brzmi: „Miłość jest przede wszystkim opieką” - mówił „Orzech”.

Na uzasadnienie podał przykład ojca, który opiekuje się dzieckiem, zwłaszcza małym, ponieważ robi to z miłości. Okazuje mu dobre serce. - W tej prawdziwej miłości ważna okazuje się czułość. To nieprawda, że mężczyzna nie potrzebuje czułości. Coraz częściej słyszę od dorosłych, ale młodych ludzi: „Nigdy mnie mój ojciec nie przytulił”. Miłość wyraża się w czułości, czasem w skromnym geście, jak położenie ręki na ramieniu, także przytulenie z odpowiednimi słowami - tłumaczył ceniony kaznodzieja.

Zachęcał mężczyzn, by pracowali nad czułością, która przede wszystkim powinna wyrażać się w małżeństwie.

Ks. Orzechowski w swojej konferencji mówi także o odpowiedzialności, która wchodzi w skład miłości. Poinformował, że jedną z pierwszych książek, jakie napisał św. Jan Paweł II, była pozycja pt. „Miłość i odpowiedzialność”.

Kapłan przypomniał „Hymn o miłości” autorstwa św. Pawła, w którym apostoł pięknie rozwinął gamę różnych cech miłości. - Zwróćcie uwagę, że na pierwszym miejscu mówi: „Miłość cierpliwa jest”. To znaczy: potrafię coś przetrzymać. Nie odejdę od ciebie, zostanę przy tobie, przetrzymam to zło, które się dzieje - tłumaczył ks. Orzechowski.

Poruszył także temat kryzysu męskości i kobiecości, który za sobą pociąga kryzys rodziny. Przez ostatnie 100 lat można było obserwować skłonność człowieka do scjentyzmu, czyli stawania się mądralą, która wszystko wie i szuka przede wszystkim przyjemności. - Ta „mądralińskość” objawia się w tym, że powoli zaciera się różnica między męskością i kobiecością, a to bardzo niebezpieczna sprawa. Przy okazji kobieta zaczyna być traktowana jak przedmiot dostarczający przyjemności - ostrzegał „Orzech”.

Uczulał, jak mocno mężczyzna może zranić kobietę, ale i na odwrót. Jego zdaniem, Polacy - jak na razie - opierają się powyższym tendencjom poniżania godności kobiety, ale i mężczyzny oraz dewaluacji pojęć rodziny i małżeństwa. - Nasz opór powoduje w świecie atak na Polskę. Wyśmiewają nas i szydzą. A idzie w tej wojnie o to, by w mężczyźnie i kobiecie ocalić zdolność do prawdziwej miłości, która jest wrodzona i stanowi najważniejszą cechę człowieka - podsumował swoje wystąpienie ks. Stanisław Orzechowski – Orzech.

Na podstawie notatek z Dnia Skupienia Mężczyzn Zbigniew Stachurski

W dniu 16 października, we wspomnienie Świętej Jadwigi Śląskiej, przeżywaliśmy 42. rocznicę wyboru Polaka - Karola Wojtyły na papieża. Przyjął on imię Jan Paweł II. W 2014 roku ogłoszono oficjalnie polskiego papieża świętym. Pontyfikat jego trwał od 16 października 1978 roku do 2 kwietnia 2005 roku.

Wielokrotnie miałem okazję uczestniczyć w spotkaniach z Ojcem św. Janem Pawłem II podczas Jego pielgrzymek: w roku 1995 w Skoczowie, w 1997 we Wrocławiu i w Paryżu oraz w 1999 w Gliwicach. Na szczególne i ciągle aktualne przesłanie zasługuje moje wspomnienie pielgrzymki do Skoczowa.

W dzień po kanonizacji Jana Sarkandra w Ołomuńcu (Czechy), Papież Jan Paweł II odwiedził Skoczów. Było to  22 maja 1995 roku. Wówczas mieszkałem z rodziną w Wodzisławiu Śl. oddalonym od Skoczowa o około 50 km. Wybraliśmy się razem z całą rodziną na spotkanie z Ojcem Świętym. Pamiętam, że z miejsca postoju autobusu na miejsce spotkania na wzgórze Kaplicówka w Skoczowie szliśmy pieszo około 5 km. Warunki dojścia były nieciekawe. Padał deszcz i było mnóstwo błota. Pokonaliśmy te trudności i z radością przeżywaliśmy spotkanie z tak zacnym gościem z Watykanu.

Wizyta była niezwykła. Pierwszą część skoczowskiego etapu pielgrzymki wypełniło ekumeniczne spotkanie ze wspólnotą ewangelicko-augsburską w kościele Świętej Trójcy. Następnie papież udał się na wzgórze Kaplicówka, gdzie u stóp postawionego tu w 1985 r. 22-metrowego, metalowego krzyża przewodniczył uroczystej mszy świętej, która zgromadziła blisko 300 tys. wiernych. Podczas sprawowanej tam Eucharystii, w obecności przybyłych tam prezydenta RP L.Wałęsy i premiera RP J.Oleksego, papież wygłosił Słowo. Mówił wówczas w 1995 roku: „... że Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia!”

Wyjaśniał następnie, co to znaczy być człowiekiem sumienia. Oto kolejny fragment jego przemówienia:

„Być człowiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło, w myśl słów św. Pawła: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!" (Rz 12,21). Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia, to znaczy angażować się w budowanie królestwa Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych rodzinach, w społecznościach, w których żyjemy, i w całej Ojczyźnie; to znaczy także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć się o dobro wspólne, nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności: "Jeden drugiego brzemiona noście" (Ga 6,2). Pamiętam, że powiedziałem te słowa w Gdańsku podczas odwiedzin w 1987 r. na Zaspie. Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze!

Dzisiaj, kiedy dowiadujemy się o licznych nadużyciach ludzi władzy i zmagamy się ciągle o kształt życia społecznego i państwowego, jakże aktualne są  słowa naszego rodaka. Pamiętam rozbrzmiewające wypowiadane gromkim głosem jego słowa : „...pamiętajcie, iż zależy on (kształt życia społecznego- przyp. autora)  przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek - jakie będzie jego sumienie.”

Obserwując na co dzień działania ludzi polityki, ludzi pełniących różne funkcje społeczne oraz ludzi biznesu a mających  przeogromny wpływ na naszą przyszłość, módlmy się za nich często słowami, które w Skoczowie wypowiedział wówczas, święty dzisiaj już papież: "Przybądź, Duchu Święty (...). Przyjdź, Światłości sumień! (…) Obmyj, co nieświęte, oschłym wlej zachętę. Rozgrzej serca twarde, prowadź zabłąkane (...)". Przyjdź, Światłości sumień!

Zbigniew Stachurski

Nie ma człowieka, który by nie przeżywał w swoim życiu chwil trudnych. Są nimi między innymi kryzysy w rodzinie, złe układy z szefem w pracy, nieuleczalna choroba, narodzenie się dziecka niepełnosprawnego w rodzinie, brak porozumienia z dorastającą córką lub dorosłym synem, z bratem, siostrą, sprawowanie opieki nad rodzicami w podeszłym wieku i wiele innych, podobnych sytuacji. Dzisiaj także trwoga na skutek stanu pandemii. Te lub podobne sytuacje życiowe, chrześcijanin określa mianem krzyża. Są one jakby jarzmem nakładanym na człowieka, które jest czasami bardzo ciężkie. Wielokrotnie doświadczam tego, iż nie chcę nieść jarzma - krzyża. Często się buntuję i z tego powodu niejednokrotnie grzeszę.

Krzyż bowiem wpisany jest w życie człowieka! Krzyż, który z woli Stwórcy, może nieraz nieświadomie, niosę. Uciekając od krzyża nie daję świadectwa życia chrześcijańskiego. Chrześcijanin żyjąc na tym świecie winien godnie przejść swoją drogę krzyżową dźwigając krzyż.

Czym jest nauka krzyża? Doskonale wypełnił wolę Boga Ojca Jego Syn, Jezus Chrystus. Bez krzyża Chrystusowego nie byłoby zbawienia. Jezus nie był obojętny wobec naszych ludzkich słabości, grzechów. Wziął je na siebie umierając za nas jak najgorszy łotr i zdrajca będąc sam bez winy. Nie wołał z krzyża: dlaczego mnie męczycie, zabijacie? Milczał poddając się (niesprawiedliwemu) wyrokowi śmierci. Zrobił to z woli Boga Ojca jako Jego Syn, Bóg-Człowiek. Objawił światu prawdziwą Bożą ekonomię zbawienia, ukazując, jak można przerywać błędne koło zła w świecie – wziął całe zło człowieka na Siebie. Umierając, po trzech dniach ZMARTWYCHWSTAJE i daje nam, którzy wierzymy w Jego imię, Ducha Świętego. O tym powinienem zawsze pamiętać a szczególnie w dniu, gdy w kalendarzu liturgicznym przeżywam święto Podwyższenia Krzyża Świętego.

A jak Duch Święty się objawia w człowieku? Poprzez świadectwo wiary, poprzez znaki wiary widziane przez innych. Są nimi jedność i miłość w obliczu krzyża. Miłość pozbawiona strachu przed krzyżem, przed umieraniem. Wiara bowiem daje mi siłę do odważnego przeżywania sytuacji, które po ludzku mnie przerastają. Czy tak naprawdę wierzę w Boga Ojca, i Syna, i Ducha Świętego? Czy moja wiara uzdalnia mnie do podjęcia własnego krzyża? Jeśli wierzę, to zdaję sobie sprawę z tego, że Krzyż prowadzi do Zmartwychwstania – prowadzi do Życia Wiecznego już tu na ziemi tj. do życia wg Ducha Jezusa Chrystusa. A Duch Święty wyzwala we mnie moc do pokonania wszelkich trudności życiowych.

Krzyż w moim życiu, w życiu każdego chrześcijanina, jest Krzyżem Chwalebnym. O Nim  przypomina mi co roku przeżywane święto Podwyższenia Krzyża Świętego (14 września).

Krzyż to także znak fizyczny identyfikujący chrześcijan. My chrześcijanie wieszamy krzyże–symbole w swoich mieszkaniach, szkołach, szpitalach. Stawiamy na chrześcijańskich grobach oraz tam, gdzie dotarło chrześcijaństwo. Tam, gdzie rozwinęła się cywilizacja łacińska, cywilizacja życia. Dzisiaj Krzyż jest znakiem sprzeciwu. Jest niewygodny dla niektórych o zdeprawowanym sumieniu. Stąd ludzie ci profanują nasz święty znak. Brońmy więc krzyża.

O tej konieczności przypominał nasz rodak Święty Jan Paweł II. W wygłoszonej w Zakopanem 6 czerwca 1997 r. homilii wołał: „…nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech KRZYŻ przypomina nam o miłości Boga do człowieka (...)”.

Zbigniew Stachurski

Ziemia jest jak statek kosmiczny. W gruncie rzeczy nie „jak”, lecz w istocie j e s t  statkiem kosmicznym… Dokąd zmierza, jaki jest cel jej podróży i stacja końcowa? Jaki jest cel życia każdego pojedynczego homo sapiens i całej ludzkości?

Czy rozwój nauki, techniki i gospodarki zdezaktualizował znaczenie religii? Czy skądinąd religie przeżyły się w związku z jaskrawymi odejściami od ich jądra, a  zatem czy muszą one rodzić fundamentalizm, przemoc i dążenie do zapanowania nad innymi ludźmi, wierzeniami i kulturami? Czy i jakimi drogami możliwa jest głęboka odnowa religii, w tym odnowa chrześcijaństwa przez wydobywanie bogactwa jego źródeł?

Na te i wiele innych pytań znajdziemy odpowiedź w książce profesora Jana Grosfelda*) „Od lęku do nadziei. Chrześcijanie, Żydzi, świat”. Książka ta jest próbą spojrzenia na specyfikę chrześcijańskiej i żydowskiej koncepcji osoby i wspólnoty oraz jej wpływu na życie społeczne.

__________________

*) Jan Grosfeld (ur. 1946 r.) emerytowany profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Instytucie  Politologii, były kierownik katedry Współczesnej Myśli Społecznej Kościoła. Wykładał antropologię polityczną, związki polityki i religii oraz żydowskie korzenie chrześcijaństwa i kwestie dialogu międzyreligijnego. Jest członkiem Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem oraz polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Publicysta, redaktor naczelny periodyku „Chrześcijaństwo- świat-polityka”, tłumacz i autor książek, m.in.: Krzyż i gwiazda Dawida (1998), Czekanie na Mesjasza (2003), Dlaczego chrześcijanie potrzebują Żydów?, Biblia dla moich parafian (2019). W tym roku (2020) nagrodzony został nagrodą im. Księdza Stanisława Musiała, która przyznawana jest osobom zasłużonym dla dialogu chrześcijańsko- i polsko-żydowskiego.

https://telewizjarepublika.pl/temat/jan-grosfeld/39658/1