Przeskocz do treści

Pokój z Wami !

Z okazji zbliżającej się uroczystości Narodzenia Pańskiego 2019, przesyłam Wam, odwiedzającym tę stronę, najserdeczniejsze życzenia błogosławieństwa Bożego!

Życzę Wam, by Jezus Chrystus towarzyszył każdemu z Was w każdym dniu Waszego życia, w każdej sytuacji jaka jest przed Wami…. Niech poniższe słowa św. Ambrożego spełnią się w Waszym życiu:

„On więc był maleńkim, był dzieciątkiem,

abyś ty mógł się stać mężem doskonałym;

On był owinięty w pieluszki, żebyś ty od

więzów śmierci był wolny; On w żłóbku, abyś

ty był przy ołtarzach; On na ziemi, abyś ty był

między gwiazdami; On nie miał żadnego miejsca

w owej gospodzie, abyś miał liczne

mieszkania w niebie.”      

                                                   Św. Ambroży

Składający życzenia: Zbigniew Stachurski

To już ostatnie dni przed uroczystością Narodzenia Pańskiego. Dni świąteczne są dniami, które pragniemy przeżywać w gronie najbliższych, w rodzinie. Jest to naturalne pragnienie, gdyż rodzina jest w życiu człowieka czymś naturalnym. Wierzymy, że Bóg stwarzając człowieka, stwarzając go na obraz Boży – na obraz Boga w Trójcy Jedynego, stwarzając go jako mężczyznę i niewiastę, powołał go do życia w jedności rodzinnej. Dlatego naturalny związek mężczyzny i kobiety w Kościele został ustanowiony sakramentem – małżeństwem.

Boże Narodzenie – Bóg Jezus Chrystus, syn ziemskich małżonków Maryi i Józefa a zarazem Syn Boży ukazał się światu ponad 2000 lat temu w rodzinie. Warto więc pochylić się nad prawdą o rodzinie, o małżeństwie, o jej znaczeniu w obliczu obecnej rzeczywistości. Rzeczywistości, gdzie młodzi nie widzą już wielokrotnie potrzeby zawierania sakramentu małżeństwa zakładając z góry możliwość rozejścia się. Widzimy więc wokół nas wielu młodych, żyjących w związkach niesakramentalnych. Dziecko w takich związkach jest wielokrotnie przeszkodą – słychać głosy domagające się legalizacji zabijania ich przed narodzeniem. Wzrasta także ilość dzieci w Domach Dziecka. Pojawiają się dyskusje o jednopłciowych związkach partnerskich i adopcji dzieci przez te pary. Jest to już rezultat fałszywego pojmowania wolności wynikającego z braku wiary w objawienie się Jezusa Chrystusa – Boga. Jakże aktualne są dziś słowa Świętego Jana Pawła II do rodzin w Szczecinie w 1987 r., który publicznie wówczas nauczał: „Chrystus – znak, któremu się sprzeciwiają. Drodzy bracia i siostry, czy ten “sprzeciw” nie idzie również, a może nawet przede wszystkim, poprzez tę wielką i podstawową zarazem dziedzinę życia ludzkiego, życia społecznego, życia narodowego, jaką jest właśnie małżeństwo i rodzina? Czy tutaj nie doznajemy zarazem w szczególnej mierze zagrożenia? Tej moralnej klęski, którą ponosi człowiek: kobieta, mężczyzna, dzieci! A zarazem społeczeństwo, a zarazem naród. I państwo też.  Nie można “rozchwiać” tej “małej” wspólnoty, może słabej, może niewystarczającej, która jednak jest u korzenia wszystkich wspólnot, ażeby całe życie społeczne i narodowe nie doznało strat i szkód niepowetowanych.”

Papież nazywa ten stan rzeczy moralną klęską człowieka, klęską mężczyzny, i kobiety, i dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek sam dla siebie chce być bogiem, a takie życie wbrew przykazaniu „Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną” prowadzi do klęski człowieka. Bez Boga, człowiek może zrobić już wszystko. I tak się już dzieje. Rośnie już nowe pokolenie, w którym dzieci wzrastają w rodzinach niepełnych – często bez wzoru pełnej rodziny, często bez wzoru ojca. W rodzinach, bez odniesienia się do Boga. Rodzice wyrażają zgodę dzieciom na nieuczestniczenie w lekcjach religii. Dzieci, za zgodą wielu rodziców, nie uczestniczą w praktykach religijnych, w tym często w niedzielnej Eucharystii. Dzieci będą naszymi następcami, gdzie nie jest już trudno dostrzec, jaki los czeka następne, żyjące w ten sposób pokolenia.

A ci co uwierzyli – małżonkowie, klęcząc przed ołtarzem w dniu ślubu, czyż nie mówią: „Nie opuszczę cię aż do śmierci”. Tak mówi mąż do żony i żona do męża. Tak mówią razem wobec majestatu Boga żywego. Wobec Chrystusa. Czyż słowa te nie współbrzmią głęboko ze słowami Jezusa: „Do końca umiłował”? Słowa te wyrastają z Eucharystii i do niej prowadzą, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Ludzka miłość „aż do śmierci” musi się głęboko zapatrzeć w tę miłość, jaką Chrystus do końca umiłował. Każdy więc z małżonków powinien tę Chrystusową miłość uczynić swoją, ażeby sprostać treściom małżeńskiej przysięgi: „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. A także sprostać zobowiązaniu przyjęcia z miłością i po katolicku wychowania potomstwa, którym ich Bóg obdarzy.

Cóż więc mamy dzisiaj czynić? Św. Jan Paweł II podczas wspomnianej pielgrzymki pouczał: „… trzeba często wracać do tych świętych tekstów sakramentalnej liturgii małżeństwa, Mszy św. dla nowożeńców, Mszy św. na jubileusz małżeński, odczytywać je, rozważać… Są to słowa żywota…”.  Zwrócił wówczas uwagę m.in. na słowa listu św. Pawła, który na kryzysy w małżeństwie dawał receptę: „Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie wzajemnie, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy!” (Kol 3,12-13). Niech więc rodzinna wigilia Bożego Narodzenia będzie okazją do wypełnienia tego Słowa.

Pamiętajmy więc, że przede wszystkim trzeba postawić na Prawdę, na Jezusa Chrystusa. O Nim przypomina mi przeżywane kolejne w moim życiu Boże Narodzenie, bo Jezus Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem, jest trwałym fundamentem, na którym opiera się zdrowa rodzina.

Zbigniew Stachurski

  • W sobotę przed Adwentem odbywają się coroczne spotkania nadzwyczajnych szafarzy Komunii Św.
  • Kolejne spotkanie 21 marca godz. 11:00 .
  • W przyszlym roku mija 25 lat od pierwszego kursu. X.Paweł prosi o nadsyłanie świadectw, zdjęć, pamiątek osób biorących udział w pierwszym kursie.
  • Podczas konferencji zostaliśmy zachęceni do przeczytania encykliki Ecclesia de Eucharistia. Wersja pdf jest dostępna tutaj: Jan Paweł II, ENCYKLIKA ECCLESIA DE EUCHARISTIA.

Dzień Skupienia dla Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej odbędzie się
w sobotę, 30 listopada 2019 r. Początek o godzinie 9.00 w Archikatedrze Wrocławskiej. Szczegółowy program zostanie podany w późniejszym terminie.

Przyjmowane są zgłoszenia na kurs przygotowawczy do pełnienia zadania nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej.

Kurs rozpocznie się Mszą świętą 16 listopada 2019 roku o godzinie 9 w Katedrze Wrocławskiej we Wrocławiu.

Spotkania będą odbywać się w soboty, od godziny 9 do 16, w następujące dni: 16.11.2019; 30.11.2019; 14.12.2019 r.; 18.01.2020; 25.01.2020; 29.02.2020; 07.03.2020; 14.03.2020; 21.03.2020 (promocja).

Kandydat jest zobowiązany uczestniczyć we wszystkich spotkaniach.

Kandydaci zgłaszani do zadania nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej winni spełniać następujące wymagania:
‐ wiek: 25 – 65 lat.
‐ posiadanie przynajmniej średniego wykształcenia (nie przyjmuje się osób z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym).
‐ kandydat winien odznaczać się wzorowym życiem moralnym, zaangażowaniem w życie parafii oraz poważaniem wśród duchowieństwa i wiernych.

Przewielebnych Księży Proboszczów prosi się o zgłaszanie kandydatów, wnosząc prośbę do Księdza Arcybiskupa Metropolity Wrocławskiego o przyjęcie kandydata na kurs przygotowawczy do zadania nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej i o ustanowienie kandydata po ukończeniu kursu nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej. Do prośby należy załączyć opinię – świadectwo moralności o kandydacie. Dla każdego kandydata
z danej parafii należy przygotować osobne pisma.
Zachęcamy Księży Proboszczów do zgłoszenia kandydatów zwłaszcza z tych dekanatów i parafii, gdzie jeszcze nie ma nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej.
Opłata za kurs wynosi 250 zł. Prosimy wnieść opłatę na pierwszym spotkaniu.

Prośbę i opinię należy składać w Notariacie Kurii do 30 października 2019 roku.

KOMISJA LITURGICZNA ARCHIDIECEZJI WROCŁAWSKIEJ

W najbliższą niedzielę poprzedzającą 41. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową - 13. października, obchodzimy XIX Dzień Papieski pod znakiem 100-lecia urodzin św. Jana Pawła II.

Hasłem tegorocznego Dnia Papieskiego jest wezwanie Jezusa skierowane przez Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym do śpiących apostołów Wstańcie, chodźmy! będące zarazem tytułem książki Jana Pawła II wdanej w 2004 roku.

Tegoroczny Dzień Papieski wpisuje się też w 40 rocznicę pierwszej pielgrzymki Papieża Polaka do Ojczyzny.

Tegoroczny kurs rozpocznie się pod koniec października.

Szczegóły w najbliższym czasie.

Na kurs kieruje ksiądz proboszcz po rozpatrzeniu potrzeb w swojej parafii. Osoby rozeznające czy są powoływane do tej funkcji proszone są o kontakt z Proboszczem swojej Parafii.

Przeżywaliśmy 5. października wspomnienie Świętej s. Faustyny Kowalskiej. Kanonizował ją 30 kwietnia 2000 roku Jan Paweł II, dzisiaj już także Święty. Oprócz obrazu Jezusa Miłosiernego, znany jest na całym świecie jej Dzienniczek. Zawarła ona w nim m.in. wizję piekła*). Jej zapiski skłoniły mnie do zastanowienia się nad słowami, które wypowiadam (często nieświadomie) odmawiając „Wyznanie wiary”. Są tam m.in. słowa, że Jezus zstąpił do piekieł, trzeciego dnia  zmartwychwstał. Czy w to, co wypowiadam wierzę? Co oznacza dla mnie to zdanie?

Często mówiąc o piekle, na myśl przychodzi mi słowo śmierć. Jezus Chrystus Syn Boży jako człowiek doświadczył śmierci. W Wielki Piątek patrzymy zawsze na ukrzyżowanego, a Wielka Sobota to dzień, w którym przyjmujemy, że Bóg po prostu jest nieobecny. Kryje Go grób. Mówi się „Bóg umarł i myśmy Go zabili” a słowa te wyrażają treść Wielkiej Soboty, że …„zstąpił do piekieł”. W modlitwie Jezusa na krzyżu „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” okazuje się, że największym cierpieniem w Jego męce nie było cierpienie fizyczne, tylko niezgłębiona samotność, zupełne opuszczenie.  Ten stan samotności, oznacza również głęboki sprzeciw całej istoty człowieka, który nie może być sam, który potrzebuje być z innym, z innymi… Dlatego samotność jest krainą lęku, który polega na wyobcowaniu istoty ludzkiej. Zakodowane mam, że „ja muszę istnieć” a zostaję zepchnięty w to, co jest dla  mnie nie do zniesienia. I tu warto się zatrzymać. Nie ma takiego człowieka, który by nie przeżywał lęku samotności. Całkowita samotność i lęk – to nic innego jak „piekło”. Oznacza ono samotność, której nie dosięga słowo miłości. Samotność, która przez to jest zagrożeniem całej mojej egzystencji, egzystencji człowieka.

Osobiście, w małżeństwie, gdy zrywałem relacje z małżonką, z dziećmi czułem taki lęk samotności – zewnętrznie do tego nie przyznawałem się, ale wewnątrz … I uciekałem w towarzystwo innych np. kolegów z pracy, w alkohol i temu podobne rozrywki. Następowało tym samym zerwanie relacji z Bogiem - grzeszyłem. Grzech był tylko znieczuleniem na nieuleczalne po ludzku rany samotności. Jak długo stan taki trwał? Do czasu, aż kochający mnie bezinteresownie Jezus zstąpił do mojego piekła. Przyszedł w Słowie Bożym, w liturgii i w końcu we wspólnocie Kościoła.

Ale istnieje również taka samotność, istnieje taka „noc”, gdzie nic już nie dociera. Istnieje przejście, przez które możemy przejść tylko samotnie. Jest to brama śmierci. Śmierć to także samotność, do której nie może przedostać się z mojego powodu Miłość -  gdy Miłość przeze mnie jest odrzucona. A taka samotność to też piekło. Jezus Chrystus – zgodnie ze stwierdzeniem „wstąpił do piekieł…” przychodzi do każdego jako Miłość. Tam gdzie nie może nas już dosięgnąć żaden głos, tam jest On – Jezus. On zstępuje do piekieł. Tylko dobrowolne zamknięcie się na Jezusa – Boga jest piekłem lub, jak mówi Pismo Św.: śmiercią drugą, wieczną. Przez to zstąpienie Jezusa do piekieł (wielu piekieł, bo ludzi jest wielu) brama śmierci stoi otworem – bo w śmierci zamieszkało życie - Miłość. Jeśli nawet w godzinie śmierci uwierzyłem w misję Jezusa, w Jego Miłosierdzie - jestem uratowany, jestem zbawiony. A jeśli nie będę miał wiary…?

Wierząc natomiast w zmartwychwstanie Jezusa, wyrażam pewność, że prawdą jest to, co wydawało się pięknym snem. Pismo mówi „bo jak śmierć potężna jest miłość” (Pnp 8,6). Miłość domaga się więc nieskończoności, niezniszczalności …(takie pragnienie ma każdy bez wyjątku). Miłością taką jest sam Bóg – Jezus Chrystus (ale nie wszyscy chcą to uznać). Dlatego On, Jako Bóg, który jest nieskończony, niezniszczalny zmartwychwstał a samo zmartwychwstanie jest siłą miłości, która jest mocniejsza od śmierci. Zmartwychwstanie spowodowało, że On, Bóg-Jezus mimo, iż jako człowiek doznał fizycznej śmierci, stał się nieśmiertelnym. Jego nieśmiertelność dać może to, że jest On w kimś drugim, nawet gdy tego drugiego już fizycznie nie ma. Wiemy, że człowiek nie żyje wiecznie lecz podlega śmierci ale może żyć nadal w kimś drugim, który kocha, tzn. w Jezusie Zmartwychwstałym. Miłość jest więc podstawą każdego rodzaju nieśmiertelności. A my podświadomie chcemy być nieśmiertelni. Dlatego pragniemy spotykać się i spotykamy się ze Zmartwychwstałym. Kiedy i jak? Otóż w Słowie Bożym i Sakramencie. Także wydarzenia, fakty w naszym życiu, w moim życiu, ukazują Jego istnienie po zmartwychwstaniu. Jednym z nich to fakt trwania mojego małżeństwa. Wiara w obecność Chrystusa wyrwała mnie, w czasie kryzysu mojego małżeństwa, z piekła samotności, z piekła nadużywania alkoholu, z grzechu. On dzisiaj uzdalnia mnie do tego, że mogę tu publicznie, słowem pisanym, dać świadectwo o Jego obecności w moim życiu. On bowiem przyprowadził mnie na nowo do Kościoła, do wspólnoty wiernych poprzez sakrament pojednania i Eucharystii.

Zetknięcie się ze Zmartwychwstałym jest dla mnie czymś innym, niż tylko spotkanie z człowiekiem. W Jezusie potęga miłości okazała się rzeczywiście silniejsza od potęgi śmierci. Jeśli Jezus w moim życiu zstąpił do mojego piekła wyrywając mnie ze śmierci (grzechu), to znaczy, że On naprawdę żyje – dlatego wierzę także w Jego zmartwychwstanie!

Zbigniew Stachurski

_____________________

*) https://misyjne.pl/wizja-piekla-wg-sw-faustyny/

"Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”  [Mt 16,24]

Nie ma człowieka, który by nie przeżywał w swoim życiu chwil trudnych. Są nimi między innymi kryzysy w rodzinie, złe układy z szefem w pracy, nieuleczalna choroba, narodzenie się dziecka niepełnosprawnego w rodzinie, brak porozumienia z dorastającą córką lub dorosłym synem, z bratem, siostrą, sprawowanie opieki nad rodzicami w podeszłym wieku i wiele innych, podobnych sytuacji. Te lub podobne sytuacje życiowe, chrześcijanin określa mianem krzyża. Są one jakby jarzmem nakładanym na człowieka, które jest czasami bardzo ciężkie. Wielokrotnie doświadczałem tego, iż nie chcę nieść jarzma - krzyża. Często się buntuję i z tego powodu niejednokrotnie grzeszę.

Czym jest nauka krzyża? Krzyża, który z woli Stwórcy, może nieraz nieświadomie, niosę. Uciekając od krzyża nie daję świadectwa życia chrześcijańskiego. Celem chrześcijanina jest godnie przejść krzyżową drogę, naśladując Jezusa Chrystusa, bo taka jest wola Stwórcy. Krzyż bowiem wpisany jest w życie człowieka!

Doskonale wypełnił wolę Boga Ojca Jego Syn, Jezus Chrystus. Bez krzyża Chrystusowego nie byłoby zbawienia. Jezus nie był obojętny wobec naszych ludzkich słabości, grzechów. Wziął je na siebie umierając za nas jak najgorszy łotr i zdrajca będąc sam bez winy. Nie wołał z krzyża: dlaczego mnie męczycie, zabijacie? Milczał poddając się (niesprawiedliwemu) wyrokowi śmierci. Zrobił to z woli Boga Ojca jako Jego Syn, Bóg-Człowiek. Objawił światu prawdziwą Bożą ekonomię zbawienia, ukazując, jak można przerywać błędne koło zła w świecie – wziął całe zło człowieka na Siebie. Umierając, po trzech dniach ZMARTWYCHWSTAJE i daje nam, którzy wierzymy w Jego imię, Ducha Świętego. O tym pamiętać powinienem zawsze a szczególnie w tych dniach, gdy wspominamy Jego mękę i śmierć, która prowadzi do zmartwychwstania.

Jak Duch Święty się objawia w człowieku? Poprzez świadectwo wiary, poprzez znaki wiary widziane przez innych, którymi są jedność i miłość w obliczu krzyża. Miłość pozbawiona strachu przed umieraniem. Miłość, która kosztuje, która boli np. miłość do mojego „nieprzyjaciela”, do człowieka bijącego mnie w „policzek”.

 Wiara daje mi siłę do odważnego przeżywania sytuacji, które po ludzku mnie przerastają. Czy tak naprawdę dostrzegam dzisiaj swój krzyż? Czy miłując (przebaczając), potrafię udźwignąć swój krzyż? Czy uświadomiłem sobie obecność we mnie Ducha Św. uzdalniającego mnie do miłości, która kosztuje powodując cierpienie i ból? Czy potrafię kochać człowieka nie spełniającego moich oczekiwań, człowieka raniącego mnie? Czy potrafię udźwignąć swój krzyż?

Krzyż prowadzi do Zmartwychwstania – prowadzi do Życia Wiecznego już tu na ziemi tj. do życia wg Ducha Jezusa Chrystusa. A Duch Święty wyzwala we mnie moc do pokonania wszelkich trudności życiowych.

Krzyż w moim życiu, w życiu każdego chrześcijanina, jest Krzyżem Chwalebnym. O Nim  przypomina wszystkim co roku przeżywany Wielki Tydzień rozpoczynający się Niedzielą Męki Pańskiej a szczególnie uroczysta adoracja Krzyża Chrystusowego w Wielki Piątek.

Dlatego również uznaję krzyż, także jako znak fizyczny identyfikujący chrześcijan. My chrześcijanie stawiamy  krzyże–symbole tam, gdzie dotarło chrześcijaństwo. Tam, gdzie rozwinęła się cywilizacja łacińska, cywilizacja życia. Starajmy się bronić krzyża w miejscach, gdzie został postawiony lub zawieszony oddając mu należny szacunek.

Święty Jan Paweł II w wygłoszonej w Zakopanem 6 czerwca 1997 r. homilii wołał: „…nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech KRZYŻ przypomina nam o miłości Boga do człowieka (...)”.

Zbigniew Stachurski